opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
No Angel Shall Fear Death


Księga Gości


Archiwum

2006
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
  Grudzień




Linki

Znajomi
Natuś:*
Natalia- 2 blog
Blogasek Marty:*
Robin
Majandra
Amelia
Atar blog
Patulka:*
Summer-Patrol
Zakazane historie
Horror-Pamiętnik Morderczyni
Letasha-Vampire
Varie-Vampir
Cień Zemsty
Vampir Isabel
Moje Wampiry (Nie mój blog)
Pamiętnik Krwią pisany
Dzieci Ciemności
Blog Horror
Opowiadania
OPOWIADANIE O TH JEDYNE W SWOIM RODZAJU
Różowa Dziewczyna
Esteliel
Pocałunek Wampira
Kainita
Zniecierpliwiony Anioł
Znajomi z mylog.pl
Smuteczek:*
Eragon
Zapatrzona w gwiazdy
Odcienie szarości
Darkness Angel1991
Selena
Inna Elen
Chemical Lovers
Murderdoll Ola
Klaudena Love
Czy To Jeszcze Jestem Ja
Frania-opko...
Anioły Odri
O-F-E-L-I-A
Krwiopijca
Dj SzA
Ocenki blogowe
Miłe Ocenki
Stronki godne polecenia
M jak Maloko
The Vampire Name Generator(ang.)
Twórczość Własna
Moja Własna Twórczość


Odwiedzin: 29102




Darmowe Blogi Blogx.pl


Witajcie!

2006-12-31 | 13:42:08
Witajcie moi drodzy czytelnicy!
Chciałam ogłosić że kasuje stare notki tutaj i będę prowadzić coś w rodzaju pamiętnika. Zaś moje opowiadanie przenoszę na stronę:
http://smierc-milosc-niesmiertelnosc.blog.onet.pl/

Proszę tutaj szukać nowszych notek. Pozdrawiam i przepraszam za kolejne zamieszanie blogowe.

skomentuj | (25)



Rozdział 27: „Wołanie”

2006-11-14 | 22:07:04
-Jak się spało, najdroższy??- spytałam się mojego męża.
Uśmiechnął się dobudzając się i przyciągnął na siebie. Dałam mu soczystego buziaka. Odsunęłam się i powiedziałam:
-Mama coś ode mnie chciała. Wołała mnie. Jednak ja mam pewne obawy i chciałabym abyś poszedł tam ze mną.
-Dobrze Córko Nocy i moja najukochańsza żonko.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki rozczesać włosy. Atar jeszcze dochodził do siebie. Kiedy prawie kończyłam usłyszałam jak wstaje z łóżka i idzie do mnie do łazienki. Stanął za mną i wtulił się w moje plecy.
-Jak dobrze że Cię mam najdroższa. – pocałował mnie w głowę wtulając się w moje włosy.
Obróciłam się do niego i wtuliłam się w mojego księcia.
-Chyba czas już iść.- kiedy to powiedziałam łza spłynęła mi po policzku.
-Kochanie ty płaczesz?? -spytał odsuwając się ode mnie.
Popatrzyłam na niego swoimi oczami w których można tylko było zobaczyć radość i szczęście. Uśmiechnął się do mnie znowu i przytulił. Chwilkę potem usłyszałam znów głos mamy. Niecierpliwiła się pewnie.
-Wzywa mnie. Chodźmy.
Chwyciliśmy się za ręce i wyszliśmy z naszej komnaty maszerując korytarzem wprost do komnaty mojej mamy. Nic nie mówiliśmy do siebie. Kiedy stanęłam przed jej drzwiami coś mi podpowiedziało żeby przygotować broń do ewentualnej walki. Przekazałam to także w myślach Atarowi, który trzymał już schowaną pod płaszczem broń. Byliśmy razem więc i tak nasza moc była bardzo potężna od tej kiedy w samotności mielibyśmy walczyć. Zapukałam do drzwi komnaty i weszliśmy z Atarem do środka. To co zobaczyliśmy przeraziło nas jeszcze bardziej. Mamy nie było a zamiast niej stał jakiś wilkołak.
-Kim jesteś?? - spytałam zaskoczona.- i jak się tutaj dostałeś??
-Sama mnie wpuściłaś.-zaśmiał się okropnie.-Twoja mama nie żyje tak jak reszta twojej rodziny.
-To nie możliwe. –zaczęłam płakać ale Atar był blisko mnie więc postanowiłam się opanować i nie pozwolić aby wilkołak mącił mi w głowie.- Gdzie ona jest??
-Już Ci mówiłem.-zaśmiał się szyderczo.
-Nie prawda. Moja mama żyje. A ty kłamiesz mnie aby mnie osłabić. Ale nie uda Ci się ten chytry spisek.- mówiąc to przekazałam Atarowi w myślach że jak skończę atakujemy umysł wilkołaka.
Stało się. Jednak to była prawda. Nie mieliśmy nic do wyboru jak tylko go zabić. Wyciągnęliśmy nasze miecze i zaatakowaliśmy osłabionego jeszcze wilkołaka, który był jeszcze pod wpływem naszego natarcia na jego psychikę. Atar odciął mu głowę. A ja przebiłam serce. Ciało wyrzuciliśmy przez okno aby psy mogły się najeść tym ścierwem. Następnie oczyszczając pokój z krwi i ze śladów walki. Byłam słaba. Nie dostałam mojej porcji ziół. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Atar w połowie drogi do naszej komnaty musiał wziąść mnie na ręce bo straciłam przytomność. Śniło mi się że przyszła do mnie śmierć. Podała mi rękę nic nie mówiąc. Pokazała że mam iść za nią. W pewnym momencie znalazłam się przy jakiej przepaści. Dopiero teraz się odezwała że aby żyć muszę w nią skoczyć. Skoczyłam bo zaufałam jej i chciałam żyć z Atarem na wieki. Nie chciałam go zostawić samego w tym paskudnym świecie. Spadałam w dół jednak przepaść się nie kończyła nie znalazłam dna. Spadałam i spadłam a temu spadaniu nie miała końca owa przepaść. Zaczęłam przypominać sobie wszystkie chwile jakie mnie w życiu spotkały, od narodzin aż po dzisiejszy dzień. Wszystkie chwile przewijały mi się jak film. Jednak widziałam nieskończony mrok pode mną. Zobaczyłam po jakimś czasie dno. Uderzyłam w niego ale nie bolało mnie nic. Wstałam i zaczęłam się rozglądać gdzie jestem i czy jest jakieś wyjście stąd. Ale na około mnie widziałam całą ścianę przepaści w której spadałam. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. To koniec pomyślałam i tak było. Umarłam.

~~Koniec Tomu 1 ~~
~~Śmierć Jest Wybawieniem Duszy Od Życia W Katuszy~~


Doczekaliście się w końcu na następną i niestety ostatnią moją notkę w tej części. Zdecydowałam się jednak że to nie będzie koniec opowieści. To tylko koniec pierwszego tomu. Powstaną jeszcze 2 ale krótsze. Mam nadzieje że ta notka się wam spodobała. Przepraszam wszystkich że w ostatnim czasie wogóle nie pracuję nad blogiem. Jednak nawał materiału nie pozwala mi tak w pełni szybko ich dodawać. Gdy będę mieć troszkę więcej czasu pojawi się kolejny Tom mojej opowieści. Dziękuję wszystkim dotychczasowym moim czytelnikom za wspieranie mnie i mojej twórczości. Pozdrawiam was wszystkim.

skomentuj | (9)



Rozdział 26: “Sen czy jawa??”

2006-10-01 | 21:16:32
Przejrzałam cały pokój. Nic nie znalazłam, nawet myszy za szafkami. Zbliżyłam się do drzwi łazienki przylegającej bezpośrednio do sypialni rodziców. Poprawiłam kolejny raz miecz w rękach. Otworzyłam szybkim i bezszelestnym ruchem drzwi łazienki. Rozejrzałam się w czeluściach ciemności wytężając swój zmysł wzroku. Tu też nic nie znalazłam. Przez cały czas od wejścia do domu przez okno czułam się dziwnie. Tak jakoś niespokojnie. Czułam coś w powietrzu. Wróciłam się na korytarz i wróciłam do mojego pokoju. Kiedy wchodziłam usłyszałam jakieś szepty na dole. Odwróciłam się i podeszłam do schodów. Wytężyłam wszystkie swoje zmysły aby nie zostać zaskoczoną. Powoli schodziłam po schodach. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma i w tym momencie zobaczyłam mamę wychodzącą z kuchni. Ktoś szedł za nią i ciągnął ją za włosy. Stałam przerażona. Gdy wychylili się zza rogu. Zobaczyłam postać w kapturze. Rosłą tak na ok. 180 cm. Zobaczyłam że postać trzyma coś błyszczącego przy plecach mamy. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Poprawiłam miecz w ręce i powiedziałam do postaci:
-Zrobiła Ci coś?? Jeśli chodzi o mnie to stań w honorowej walce a nie zasłaniaj się moją matką.
Postać się zaśmiała. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje.
-Ty?? Ty mi grozisz?? To raczej ja powinienem Tobie grozić.- śmiał się dalej. Poznałam ten głos. Miałam jakieś przebłyski w pamięci. Ale nie mogłam sobie przypomnieć kto to może być.
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz??- spytałam.
-Ha ha ha... -śmiał się.- Ty przebrzydła gnido pytasz się mnie kim jestem??-bardziej stwierdził niż zapytał.
Stałam i szukałam jakiegoś sensownego określenia kim może być zakapturzona postać stojąca przede mną. Wtedy zsunął swój kaptur.
-Wolgain....?? Ty żyjesz...?? Przecież Cię zabiłam-mówiłam ale jakby do siebie.
Matka stała i patrzyła się na to wszystko. Też była zdezorientowana.
-Mamo przepraszam że musisz o moim nowym życiu dowiadywać się w takich okolicznościach.
Przekazałam jej w myśli że na 3 ma się mimo wszystko schylić i odsunąć się. Miałam plan, który ułożył się błyskawicznie.
Wolgain stał i patrzył. Na twarz wypełznął mu szyderczy uśmiech. W myślach powiedziałam 3 do mamy która się schyliła i odsunęła, wyrywając się wilkołakowi z rąk. Teraz był zdezorientowany co wykorzystałam i podskoczyłam do niego. Uderzyłam mieczem dwa razy w ramiona które odleciały gdzieś daleko a następnie wbiłam swoje kły w tętnice. Wypijałam krew wilkołaka. Czułam jak powoli gaśnie przeze mnie kolejny raz. Gdy już był zimny odrzuciłam go na podłogę i wbiłam mu miecz w serce który podała mi mama. Wyplułam krew na ziemie tą którą spijałam z niego.
-Już nikogo nie skrzywdzisz, nikogo.
-Kim ty jesteś??-spytała się mnie mama.
-Mamo to ja twoja córka. Nie pamiętasz mnie??
-Moja córka umarła. Nie wiem kim ty jesteś.- szlochała mama.
-Umarłam ale znowu żyję. Żyję bo dostałam drugą szansę. Chcę Ci wszystko opowiedzieć. Gdzie jest tata??
-Tata?? On nie żyje.
-Mamo zabierajmy się stąd. Od dzisiaj to już nie nasz dom. Musimy stąd uciekać. Weź najpotrzebniejsze rzeczy. Potem porozmawiamy.
-Dobrze. Zbierajmy się.
Poszłyśmy szybko się spakować. Kiedy byłam już gotowa mama akurat weszła do pokoju z dwoma walizkami.
-Schodź już na dół.
-Mamo nie idź na dół. Wyjdźmy oknem będzie szybciej.
-Jak będzie szybciej?? Przecież tam nie ma jak zejść z tego.
-Mamo zaufaj mi.
Wyszłyśmy na dach. I rozejrzałam się w koło. Dalej czułam niebezpieczeństwo mimo iż wydawało mi się zażegnane.
-Chwyć dobrze bagaże i obejmij mnie. Zamknij oczy i nie otwieraj ich do póki Ci nie powiem.
Zrobiła to co mówiłam. A ja zbierałam moje siły aby przenieść się siłą myśli do zamku. Wtedy usłyszałam jakieś głosy dochodzące z mojego pokoju. Mama też je usłyszała.
-Nie otwieraj oczu!-krzyknęłam do niej.
Wtedy przy oknie znalazły się inne wilkołaki tych których nie znałam. Postanowiłam jak najszybciej się przenieść. Zebrałam siły myśli i znikłyśmy z dachu w ostatnim momencie. Wilkołaki już wychodziły na dach. Siłą myśli przeniosłam się pod sam zamek.
-Możesz otworzyć oczy.-powiedziałam do mamy.
Ona opuściła bagaże na ziemie i wyprostowała się. Popatrzyła się na mnie zamkniętymi oczami. Powoli je otwierała.
-Co się tam stało??
-Mamo opowiem Ci wszystko w środku.- powiedziałam pokazując zamek.
-Jezus Maria... -mama aż zaniemówiła gdy zobaczyła przed czym stoi.
-Mamo proszę Cię bez Jezus Maria. Wejdźmy do środka.
Mama postała jeszcze chwilę jak w śpiączce patrząc na zamek. Położyłam rękę na jej ramieniu. W momencie się otrząsnęła.
-Tak, masz racje. Za dużo przygód na dzisiaj.
Wzięła swoje bagaże i ruszyłyśmy w kierunku bramy. Zaprowadziłam ją do jej nowej komnaty która ją urzekła. Znów stała jak zahipnotyzowana.
-Mamo co Ci jest?? To twoja komnata. Ale proszę Cię nie opuszczaj jej aż do zmroku. Jak będziesz czegoś potrzebować w myślach powtórz 3 razy imię: Olga. Wtedy przyjdę do Ciebie.
-Ja raczej się rozpakuję i trochę prześpię. Potem opowiesz mi wszystko.
-Dobrze mamo. Ja teraz mam coś do załatwienia. Przyjdę jak wypoczniesz.
Pocałowałam ją w policzek i wyszłam z komnaty. Szukałam Atara, kiedy zza rogu wychylił się Max z Audrą.
-Ty żyjesz??-wydusili z siebie oby dwoje.
-Żyję jak widać. Wzięłam mamę ze sobą. Jest w zamku. Proszę się do niej nie dobierać. -powiedziałam a oni wiedząc o co chodzi uśmiechnęli się.
-Ona wie że ty jesteś wampirem??-spytała moja podopieczna.
-Tak wie, dowiedziała się w pewnych okolicznościach. Lepiej żebyście na razie nie wiedzieli w jakich. Muszę z Atarem porozmawiać. Nie widzieliście go może??-spytałam.
-Tak. Siedzi u swojego ojca. Jest smutny. Idź do niego.
-Dziękuję wam.-uściskałam każdego z przyjaciół i ruszyłam w stronę komnaty Króla.
Podeszłam do drzwi i podsłuchiwałam. Ktoś w pokoju płakał. Zapukałam nieśmiało do drzwi i weszłam. Zobaczyłam jak Atar leży wtulony w ojca i płacze.
-Kochanie coś się stało??-spytałam a on wyskoczył jak by ojciec jego go parzył.
-Ty żyjesz?? Byłaś tam??-spytał z niedowierzaniem.
-Tak byłam tam, ale widać byłam sprytniejsza od tych głupich kundli.
-A co z twoimi rodzicami??
-Mama żyje. Alexis i mój ojciec nie. Wzięłam mamę ze sobą.
-To dobrze że chociaż ona jedna żyje-odezwał się król.
-Dziękuję królu.-podeszłam i ucałowałam jego dłoń.- Atarze musimy porozmawiać.
Wyszliśmy z komnaty i przeszliśmy się po zamkowych korytarzach. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę bo wiedziałam że to co mam do powiedzenia będzie go bolało. Wiadomo, wieść o tym że jego niedoszły zabójca żył będzie dla niego smutną i złą nowiną.
-O czym chciałaś ze mną porozmawiać??-spytał Atar obejmując mnie w pasie.
-Gdy przyszłam do domu...-zaczęłam opowiadać to co się stało w moim domu. Atar słuchał z uwagą, jednak kiedy się dowiedział o Wolfgainie zaczął się trząść. Wiedziałam że muszę mu wszystko powiedzieć więc mówiłam. Gdy skończyłam usłyszałam jak odetchnął z ulgą że już wilkołak nie żyje. Przytulił mnie mocno i dał mi całusa. Wyrwałam mu się i spytałam:
-W takim razie jakim cudem on przeżył??
-Nie wiem. Nie jestem wilkołakiem żeby to wiedzieć. Mam nadzieje że tym razem zginął na wieki.
-Kochanie chodź do naszej komnaty, jestem zmęczona muszę się przespać.
Ruszyliśmy objęci w kierunku komnat sypialnych. Weszliśmy do naszej i położyliśmy się od razu na łóżku. Wtulona w Atara zasnęłam. Śniło mi się że mama nie żyje, że to co ja widziałam to nie jest ona. To jakaś zjawa czy coś. W pewnym momencie usłyszałam w mojej głowie słowa, które mówiła moja mama aby mnie przywołać. Niechętnie się obudziłam i wstawałam. Atar też zasnął. Nie chciałam go budzić ale wolałam aby szedł ze mną. Wstał uśmiechnięty od ucha do ucha.

Ciąg dalszy nastąpi...


++++++++++++++++++++++++++
Doczekaliście się na moją nową notkę. Mam nadzieje że się spodoba. Dziękuję za wszystkie komentarze. Przesyłam buziaki dla tych co czytają i zarówno tych co również komentują moje opowiadanie.

skomentuj | (12)



Rozdział 25: “Sala Zebrań i wejście do domu”

2006-09-03 | 13:40:43
-Córko Nocy kto będzie wykonywał wyrok??-spytał się Rothan.
-Właśnie chciałam z wami na ten temat porozmawiać.-przerwałam. Po chwili mówiłam dalej:
-Kto podjął by się tego wyzwania??-spytałam patrząc na Osirisa of Seducersa swoimi bystrymi oczami.
Nie patrzył się na mnie, siedział zgarbiony i wpatrywał się w martwy punkt na stole przed nim. Reszta cicho szeptała do siebie:
-Jak ona może pytać kto wykona ten wyrok?-powiedział Jack Ruthven, który szeptał do kolegi obok. Ten szept udało mi się wyłowić. Popatrzyłam na niego groźnie i powiedziałam:
-Jak jesteś taki mądry to może masz ochotę to zrobić??
On tylko jakby się cofnął do tyłu. Przestraszył się a ja uśmiechnęłam się złośliwie. Zwróciłam wzrok na Osirisa. Wszyscy ucichli a ja dalej się przyglądałam Osirisowi. Ten nawet nie patrzył mi w oczy.
-Osirisie czy masz mi coś do powiedzenia??-zwróciłam sie do niego.
Teraz dopiero jego wzrok utkwił w moich oczach.
-Skoro nikt nie chce podjąć się tego jestem zmuszony aby to wykonać. Czy tak miała brzmieć moja odpowiedź Córko Nocy??-spytał.
-To właśnie chciałam usłyszeć ale nikt mi nie wmówi że ja kogoś do czegoś zmuszałam.-uśmiechnęłam się kolejny raz złośliwie. Po czym dodałam:
-No to mamy już wybraną osobę do wykonania wyroku. Czy coś jeszcze chcielibyście powiedzieć lub omówić??-spytałam się Rothana który był prawą ręką Atara i moją w tych sprawach królewskich. Wszystko wiedział. Mogłam na nim polegać.
-Tak Córko Nocy. Chcielibyśmy Cię poinformować a raczej ostrzec. Nie możesz dzisiaj wrócić do swojego starego domu.-powiedział Rothan.
-A toż dlaczego??-spytałam.
Padło pytanie ale nie było odpowiedzi. Nie widziałam czemu oni mnie przestrzegają. Co się tam takiego stało że nie mogę wrócić do mojej rodziny.
-Czyż nie padło pytanie??-powiedziałam lekko wkurzona.
Atar objął mnie i próbował uspokoić ale ja się nie chciałam uspokajać.
-Niech mi ktoś w końcu powie, dlaczego nie mogę wrócić do domu.
Nadal nic. Cisza która aż tak mnie dobijała. Nie mogłam wytrzymać. Wkurzyłam się nieźle. Wstałam i podeszłam do drzwi a potem obróciłam się i powiedziałam:
-Wybraliśmy już osobę do wykonania wyroku. Proszę aby wszyscy się zebrali. Mnie nie będzie na tej uroczystości.
-Żono co chcesz zrobić??-spytał się zszokowany Atar który nadal siedział na swoim miejscu.
-To czego nie mogę się dowiedzieć. Żegnam was ale jeszcze wrócę.-powiedziałam i natychmiast wyszłam z Sali.
Przemierzałam drogę do wyjścia dość długo. Korytarz dłużył się i dłużył niemiłosiernie. Teraz wiedziałam że powinnam się w domu pokazać o wiele wcześniej i zabrać stamtąd rodziców. Powinnam ich przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Kiedy wyszłam już z korytarza i stanęłam na dziedzińcu zamku. Podeszłam do stajni. Pogłaskałam Nadzieję i powiedziałam jej:
-Cokolwiek by się nie zdarzyło wrócę po Ciebie. Teraz stój tu ładnie i czekaj aż wrócę. Nie bój się nic mi się niestanie.
Koń położył głowę na moim ramieniu, zgadzając się na to co mu powiedziałam. W oczach widziałam u niej smutek. Chyba również wyczuwała niebezpieczeństwo, które woła mnie do siebie. Czytałam jej w myślach. Powiedziała mi żebym wyryła jej takie zdanie na szyji:
“Córka Nocy Jest Jedynym Jeźdźcem Na Mnie
I Nikomu Nie Pozwolę Się Dosiąść Jak Tylko Jej.
Nadzieja
Zrobiłam o to o co mnie poprosiła. Przyrzekłam jej że wrócę. Pogłaskałam jej głowę i przytuliłam się do niej. Nadzieja stała spokojnie aż w końcu mi powiedziała żebym już szła. Za chwilę może być już za późno. Pożegnałam się z nią i poszłam przed siebie. Weszłam jeszcze do zbrojowni i wzięłam miecz odpowiedni do mojej ręki. W Zbrojowni znalazłam także jakiś płaszcz, który ubrałam i ruszyłam w stronę mojego domu. Siłą myśli dostałam się na dach który przylega do mojego okna. Za nim weszłam do pokoju schowałam się jeszcze obok okna na zewnątrz. Siłą myśli próbowałam się telepatycznie porozumieć z Alexis która miała mnie zastąpić pod moją nieobecność. Nie mogłam dotrzeć do niej. W tym momencie do mnie dotarło że jej przecież nie widziałam ani na Sali Rozpraw ani na Sali Zebrań.
-Cholera jasnazaklęłam w myślach.-A jeśli ona nie żyje??
Wyciągnęłam miech z pochwy i stanęłam. Weszłam do pokoju ostrożnie. Wszystko było tak jak opuściłam to miejsce. Coś mi nie grało. Drzwi do pokoju były otwarte. Skierowałam się właśnie do nich. Poprawiając miecz który trzymałam w ręce. Szłam uważnie aby nie wydać z siebie żadnego szelestu. Nie chciałam się zdradzić że jestem w domu. Wyszłam na korytarz ale postanowiłam że sprawdzę najpierw piętro. Jak narazie było całkiem spokojnie. Na przeciwko mojego pokoju była sypialnia rodziców. Po drodze była sama ściana. Weszłam ostrożnie do niego. Nikogo tu nie było. Wytężyłam każdy zmysł aby cokolwiek usłyszeć. Zero. Nic nie było słyszeć.
Czyżby wróg jednak zdecydował się stąd wyjść??-myślałam.
Sypialnia rodziców jak zwykle była nie naruszona. Mama miała talent do ścielenia łóżka i zostawieniu pokoju w nienaruszalnym stanie.


Ciąg dalszy nastąpi.

+ + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + +
Dalszy ciąg poznacie w następnym rozdziale. Pozdrawiam. Pa.
PS. Rozdział pojawi się prawdopodobnie jeszcze dzisiaj wieczorkiem.

skomentuj | (11)



Rozdział 24: “Dziwny sen i przygotowanie się do wykonania wyroku”

2006-09-02 | 22:38:20
Zmierzch nastanąć miał koło godziny 5:00, a wyrok miał się rozpocząć o 4:30. Leżałam z Atarem na naszym łóżku, zapominając całkiem o tym że miałam wpaść do domu. To był mój błąd, ale skąd miałam wiedzieć(o tym będzie opowiadał mój kolejny rozdział z życia wampirzycy). No więc wracając do mojej opowieści to leżeliśmy na łóżku i rozmawialiśmy przytulając się do siebie. Było wcześnie na wykonanie wyroku. Mieliśmy dużo czasu. W pewnym momencie zasnęłam. Śniło mi się że znajduję się w domu. Tato i mama siedzą w kuchni i rozmawiają. Przychodzę do nich a oni mnie nie widzą. Nie słyszą jak do nich mówię. Zrobiło mi się smutno. Podeszłam do mamy i chciałam ją przytulić wtedy zrozumiałam że jestem dla nich niewidzialna. Ręce przechodziły mi przez ciało mamy. Zaczęłam płakać. Pobiegłam do mojego pokoju. Wszystko stało tak jak to zostawiłam kiedy zaczęła się wojna a potem nie mogłam wrócić do domu bo musiałam opatrzyć rany u pustelnika. Wróciłam do kuchni a tam zastałam rodziców ledwo żywych. Wszędzie była krew. Mama popatrzyła na mnie i powiedziała:
-Czemu nam nie powiedziałaś??
Stałam i patrzyłam na nią ze łzami w oczach. Po chwili odpowiedziałam:
-Nigdy byście nie zrozumieli.
-Daliśmy Ci wszystko czego tylko chciałaś a ty nie ufałaś nam. Swoim własnym rodzicom. Dlaczego zostałaś wampirem??Dlaczego?? Czy źle było Ci przy nas??-mama zaczęła histeryzować.
-Mamo to nie tak.-mówiłam przestraszona gdyż mama zaczęła się podnosić z podłogi:-To nie tak mamo. Usiądź ja Ci wszystko wyjaśnię.
-Nie!-krzyknęła a w jej oczach widziałam złość i zemstę:-Teraz ty będziesz cierpieć! Nie tak jak my!-krzyczała dalej.
Podchodziła do mnie z nożem a tata wstał i również podszedł ale z kawałkiem jakiegoś drzewa.
-To skąd się dowiedzieliście że jestem wampirem?? Skąd?? Starałam się was chronić. Nie chciałam żebyście stali się tym czym jestem ja.-krzyczałam na nich i cofałam się do tyłu.
Stanęli na chwilę i popatrzyli się na mnie z bardzo chytrymi uśmieszkami i wściekłością w oczach. Nie mogłam tego znieść uciekałam po schodach. Nagle poczułam jak mam wpity nóż w plecy.
-Nieeeeeeeeee...-krzyknęłam.
Po czym z krzykiem się obudziłam. Atar przytulił mnie do siebie i powiedział:
-Nie martw się to tylko zły sen.
Byłam cała roztrzęsiona. Dobrze że był przy mnie bo potrzebowałam jego bliskości. Bardziej niż kogokolwiek innego. Bałam się że to kolejny sen który stanie się rzeczywistością. Bałam się że stracę ludzi na których mi zależy. Tych którzy dali mi życie i coś pięknego. Miałam u nich wszystko ale były zasady. Wiedziałam że to się tak nie może skończyć. Obróciłam się do mojego męża i złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek. Podziękowałam mu że jest ze mną. Spytałam:
-Powiedz mi czy byłeś ze mną nawet jak wtedy Cię tak potraktowałam w tej piwnicy??
Popatrzył mi w oczy i odpowiedział:
-Zawsze byłem, jestem i będę przy Tobie. Kocham Cię i dobrze wiesz że jesteśmy dla siebie stworzeni. Nawet wtedy kiedy odeszłaś czuwałem nad Tobą. Kiedy spałaś siadywałem na oknie i obserwowałem jak śpisz. Kiedy wybrałaś się do wsi także byłem z Tobą obserwowałem każdy twój ruch. Nie wiem co sobie bym zrobił jakby Cię tu nie było.
Pocałowałam go w usta i powiedziałam:
-Czułam Cię że jesteś ale nie okazywałam tego. Podświadomie czułam że jesteś blisko. Tak bardzo mi Ciebie brakowało. Ja też Cię Kocham i dziękuję że zawsze jesteś przy mnie. Jesteś najlepszym Aniołem Stróżem jaki mi się trafił.
Wtuliłam się w jego ramiona i pocałowałam jego w policzek. Rozmawialiśmy dalej o jakiś przyziemnych rzeczach. Czas mijał.

*...2 godziny później...*

Leżeliśmy i odpoczywaliśmy po podróży, aż w końcu usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie powiedziałam:
-Proszę wejść.
Wszedł Rothan i powiedział:
-Szanowni Państwo.-ukłonił się.-za 30 min zaczyna się wyrok. Przyszedłem spytać czy moglibyście pójść na dół i okazać kto ma ściąć temu zwyrodnialcowi głowę??-spytał.
-Drogi Rothanie nie zapominaj że to jest nasz brat. Jest wampirem tak jak i ty. Jednak wyrok jest nieuchronny. Tak przyjdziemy wyznaczyć kata.
-Dziękuję za radę Córko Nocy. Czekamy na was w Sali Zebrań Szanowne Państwo.
-Dziękuję Ci Rothanie. Możesz odejść.-powiedział tym razem Atar.
Rothan wyszedł szybko z komnaty i pobiegł na dół. A my z mężem przygotowywaliśmy się na wyjście z naszej komnaty. Ubrałam się w tradycyjne moje wampirze wdzianko. Krótko mówiąc. Długie połyskujące czarne spodnie a na to koszulkę na ramiączkach, buty jakie włożyłam to oczywiście glany. Do tego włosy rozpuściłam a na szyję założyłam krzyżyk. Na nadgarstek lewej ręki założyłam rzemyki i tak już byłam gotowa. Atar też ubrał się klasycznie. Czarną koszulkę z jakimś niebieskim wzorkiem(to widzicie na zdjęciu które go obrazuje), czarne spodnie jeans'owe. Na nogi ubrał glany i był gotowy.



*************....Ciąg dalszy nastąpi....*************

=======================================================
Tę notkę dedykuję mojej SiS dzięki której dostałam natchnienia:)
Sis buziaki dla Ciebie:*:*:*:*
Pozdrawiam wszystkich czytających i komentujących za cierpliwość w związku z ukazaniem się nowej. Mam nadzieje że się troszkę poprawię. No ale zaczyna się rok szkolny dlateg też notki nie będą się tak często ukazywać. W tym roku mam maturę. Mam nadzieje że mnie zrozumiecie. Jeszcze raz pozdrawiam. Pa.
PS. Do następnej notki.

@Edit@
Z okazji urodzinek Mojego Anioła Stróża(Łukasza Ł.-Mall) chciałabym zadedykować również tą notkę w jego kierunku oraz te życzonka:
Z okazji urodzin życzę Ci,
aby jedynymi łzami,
które pojawią się w Twoich oczach
były kryształowe łzy szczęścia,
aby radosnego uśmiechu na Twej twarzy
nie zakryły ciężkie chmury smutku,
aby płatki róż
wyścielały drogę Twego przeznaczenia,
a szczęście, zdrowie,
radość i miłość były przeznaczeniem Twych dni.

Tego życzę Ci ja skromnie.Buziaczki dla Ciebie Aniołku:*:*

skomentuj | (3)



Rozdział 23: “ Wyznanie Maxa i rozprawa.”

2006-08-30 | 21:21:51
Max czekał przed wejściem na sale skazanych na swoją ukochaną. Do rozprawy zostało jeszcze jakieś 10 min. A jej ciągle nie było. W końcu dostrzegł pomiędzy tłumem Audrę która szła obok Rothana.
-Audra!-wołał ją ale ona jakby nie słyszała więc wolał dalej:
-Audra!
W końcu go dostrzegła i krzyknęła ze szczęścia że widzi go całego i zdrowego:
-Max jak to dobrze Cię widzieć.
Podeszła do niego i stali przez chwilę w milczeniu.
-Audro muszę Ci coś wyznać-powiedział.
Chwycił ją za rękę i odeszli na bok.
-Audro, czy będziesz moją dziewczyną??-spytał jej.
Audra stała i nie mogła uwierzyć w te słowa. Traktowała Maxa jak przyjaciela a tu taki szok. Jednak w głębi jej mrocznego serca kochała go. Stali przez chwilę w milczeniu. Max dalej patrzył w oczy ukochanej. W pewnym momencie Audra powiedziała:
-Choć bo się spóźnimy na rozprawę.
Max jakby ze smutniał i w tym momencie Audra pocałowała go namiętnie w usta. Max troszkę był zaskoczony i zapytał:
-Czyli się zgadzasz??
Audra lekko pokiwała potwierdzająco głową. Max wziął ją na ręce i oddał jej namiętnego całusa. Gdy oderwali się od siebie zaniósł ją w tej pozycji na salę rozpraw.


Siedziałam już w moim fotelu obok Atar. Trzymaliśmy się pod stołem za ręce i uśmiechaliśmy się tak aby nikt nie zauważył. Obróciłam się w stronę drzwi i aż zaniemówiłam. Max wnosił Audrę na rękach. Szarpnęłam za rękę Atar i pokazałam mu nosem ten widok. Popatrzył się i szepnął mi na ucho:
-Widzisz. Nie tylko my jesteśmy zakochani.
Uśmiechnęłam się do niego. Do rozpoczęcia rozprawy brakowało jeszcze tylko 2 minut. Popatrzyłam na Rothana i kiedy nasze wzroki się skrzyżowały powiedziałam mu aby przyprowadził winowajcę. Sala była już prawie pełna. Siedzieliśmy i obserwowaliśmy jak nasi współbratańcy jak i również nowi bracia w naszym świecie zapełniali puste miejsca. Sala była już pełna. W tym momencie Rothan przyprowadził więźnia.
Zwróciłam się do wszystkich prosząc o ciszę.
-Czy wszyscy już się zebrali w tej wielkiej sali??
Nikt się nie odezwał i znaczyło to że są wszyscy. Wstałam.
-Czas aby rozpocząć dzisiejszą rozprawę.-przerwałam każąc Rothanowi wprowadzić oskarżonego na swoje stanowisko i usiadłam.
-Oskarżam Cię Rafidgrarze o umyślne próbowanie otrucia naszego króla i władcy. Czy masz coś do powiedzenia??-spytałam go.
-Jestem nie winny. Nie otrułem go.-próbował oczyścić się z zarzutów.
-Proszę przynieś dowód.
Dostałam do ręki szklankę. Obejrzałam ją dokładnie i stwierdziłam że znajdują się tylko jedne odciski palców. Oczywiście oskarżonego.
-Możesz mi wyjaśnić w jaki sposób jesteś niewinny skoro na szklance znajdują się tylko twoje odciski palców??
Skazaniec milczał.
-Milczysz. A dlaczegóż to. Mamy tu dowód jak i taki że ty podawałeś szklankę z wodą królowi. Wiadomo że jego słowo jest niepodważalne.
Nadal milczał.
-Czy na tej sali znajdują się jacyś świadkowie tegóż wypadku kiedy oskarżony nalewał wody do szklanki swego pana??-spytałam po tłumie który się zebrał.
Nadal była cisza.
-Wznoszę przerwę 30minutową. Sąd musi się zastanowić nad wymierzeniem kary.
Wyszliśmy z Atarem przed salę i szliśmy do króla spytać się go co mamy robić.
Dotarliśmy do drzwi jego pokoju. Weszliśmy a król leżał na łożku odpoczywając. Gdy nas zobaczył ucieszył się bardzo.
-Witajcie moje drogie dzieci. Przyznał się??-spytał król.
-Niestety nie i nie wiemy co robić. Nikt go nie widział jak nalewał ojcu do szklanki wody. Na szklance są tylko jego odciski. Nie wiemy jaki rodzaj kary mu wymierzyć.-powiedziałam a Atar tylko słuchał.
-Myślę że powinni mu obciąć głowę za to co zrobił. Tylko on wie poza moim synem co się znajduje w tym zamku. A w szczególności: trutki nie trutki, lekarstwa nie lekarstwa...-i zaczął wymieniać.
-Rozumiem ojcze. Czyli twoim zdaniem powinni ściąć mu głowę?-spytałam.
-Tak Córko. Niech będzie taki wyrok sądu.
-Dobrze ojcze. Śpij zdrowo i mam nadzieje że szybko wyjdziesz z tego.-powiedziałam i pożegnałam się z królem.
-Ja też tego tobie życzę ojcze.-powiedział Atar.
Wyszliśmy z pokoju króla i poszliśmy do Sali Sądowej. Rothan zakomunikował nas. Weszliśmy do Sali i usiedliśmy na swoich miejscach.
-Zgromadzeni proszę wstać.
Wszyscy stanęli i czekali na wyrok sądu. Odczekałam na odpowiedni moment i wygłosiłam karę:
-Oskarżony tu Rafidgr zostaje skazany na ścięcie głowy. Kara zostanie wymierzona dzisiaj przed wschodem słońca. Proszę usiąść.-powiedziałam a gdy wszyscy usiedli dodałam:-Nie ważne że mówisz że jesteś nie winny. Wina sama z Ciebie wyszła. Nie mam zamiaru patrzeć jak zebrani tu bracia nasze cierpią. Chciałeś uśmiercić króla ale w porę się zjawiliśmy. Mam nadzieje że przemyślisz to co zrobiłeś. W każdym razie od decyzji nie ma odwrotu. Nic cię tu nie usprawiedliwia. Nie tylko my podjęliśmy tę decyzję ale sam król kazał cie skazać.
Wstałam równo z Atarem po czym kazałam się wszystkim rozejść oprócz Rothanowi, Rafigrarzowi, Maxowi, Audrze i Atarowi. Poprosiłam Rothana aby skazanego zaprowadził do lochu. Chciałam zostać jeszcze z Audrą, Maxem i moim mężem.
-Widzę że jesteście razem z czego się cieszę-powiedziałam do świeżej pary.
-My również.-powiedziała Audra i przytuliła się do Maxa.
Chłopak był naprawdę szczęśliwy. Ja jednak wiedziałam że muszę ich obydwóch uczyć. W końcu ich stworzyłam.
-Nie myślcie jednak sobie że nauka opuści was na jakiś czas.-powiedziałam ze śmiechem.
-Ojj... Córko Nocy chociaż jedną noc. Prosimy...-obydwoje uwiesili we mnie swoje spojrzenie w których wyczytałam ich błaganie.
Stałam przez chwilę chociaż wiedziałam jaka będzie odpowiedź dla nich. Po chwili powiedziałam:
-No cóż... nie widzieliście się długo. Macie jedną noc jutrzejszą dla siebie bo z tej już nie wiele zostało. Jednak nie myślcie że ujdzie wam na sucho przy kolejnej. Teraz też macie czas dla siebie aż do wykonania wyroku.-powiedziałam.
-Dziękujemy Ci.-odpowiedzieli po czym każdy złożył całusa na moim policzku.
Poszli a ja zostałam z Atarem. Pomyśleliśmy oboje aby udać się
do naszej komnaty.



Ciąg dalszy nastąpi...

skomentuj | (5)



Rozdział 22: “Wybudzenie ze śpiączki.”

2006-08-30 | 20:15:19
Atar z Maxem odeszli jak najdalej od łóżka. Ja wypowiedziałam zaklęcie i rozcięłam sztyletem nadgarstek. Otworzyłam usta królowi i wlałam mu dość sporo mojej krwi. Czułam się słabo ale stałam dzielnie. Zamknęłam mu usta i czekałam na jego reakcję. Swoją ranę na nadgarstku zasklepiłam zaklęciem i potarciem nadgarstka. Atar podstawił mi krzesło na które usiadłam a on oddalił się w miejsce gdzie poprzednio stał. Patrzyliśmy wszyscy co będzie się działo. Po pierwszej minucie król dostał drgawek. Poprosiłam Atara żeby przyniósł mi czystej i zimnej wody. Wszystko działo się szybko. Król tak się odbijał od łóżka że wznosił się na wysokość 10cm a potem opadał. Wszystko trwało dwie minuty gdyż zaczęłam ochładzać mu ciało. Kiedy przestał drgać i leżał spokojnie na łóżku nie ruszał się. Myślałam że umarł ale się nie poddałam. Wiedziałam że krew tak jak inne leki działa znacznie później. Organizm musi przyjąć tą dawkę. Minęło jakieś pięć minut i król zaczął się budzić. Stanęłam nad jego łóżkiem i powiedziałam:
-Dobry wieczór ojcze.
Zszokowany chciał się poderwać z łóżka jednak chwyciłam go i ułożyłam spowrotem do niego. Atar z Maxem się nie odzywali. Za to król nie mógł wydusić z siebie słowa. Po chwili jednak powiedział:
-Córko Nocy, dobrze Cię widzieć. A gdzie mój syn i wasz przyjaciel.
-Ojcze oni stoją tutaj. Ratowałam Cię i nie pozwoliłam żeby się zbliżyli. Czy chcesz ich zobaczyć??-spytałam.
Król pokiwał lekko głową przytakująco. Popatrzyłam na Atara i Maxa pozwalając im podejść. Atar usiadł na łóżku swego ojca i chwycił go za rękę. Max stał obok. A ja po drugiej stronie również usiadłam.
-Jak widzisz jesteśmy w komplecie. Nic nam się nie stało choć mieliśmy małe kłopoty po drodze.-powiedziałam.
-Cieszę się że wróciliście cali i zdrowi.-odezwał się król.
-Ojcze powiedz mi jak to się stało że tyle czasu byłeś w śpiączce??-spytał Atar.
-Nie wiem moi drodzy. Pamiętam tylko tyle że nie mogłem spać. Poprosiłem Rafidgra aby przyniósł mi coś do picia. Potem zasnąłem i dopiero dzisiaj się obudziłem. Dzięki Tobie Córko Nocy.-popatrzył się na mnie dziękując król.
-Ojcze nie dziękuj. Wyświadczyłam Ci przysługę jaką i ty mi wyświadczyłeś mówiąc mi o ważnym dla naszego rodu związku z Twoim synem. Co do trucizny to ja coś czułam że coś nie gra. Myślisz że to on mógł dać Ci truciznę która doprowadziła Cię do śpiączki??-spytałam.
-Nie wiem.
Ściągnęłam zaklęcie z drzwi i poprosiłam Maxa aby zawołał Rafidgra. Max ruszył do drzwi i zawołał go. Weszli razem do pokoju króla. Zwróciłam się do Rafidgra.
-Czy na pewno nie wiesz co było powodem śpiączki króla??-spytałam.
-Córko Nocy ja naprawdę nie wiem.-odpowiedział z głową zwróconą w stronę swoich butów.
-Patrz się na mnie i odpowiadaj!
On powoli podnosił głowę. Kiedy w końcu jego wzrok był zwrócony we mnie spytałam ponownie:
-Czy na pewno nie wiesz co było powodem śpiączki króla??
-Córko Nocy, nie wiem.-odpowiedział.
Czułam że kłamie. Wypowiedziałam zaklęcie i był cały obwiązany metalowymi i ciężkimi sznurami.
-Kłamiesz! Król w przednoc swojej śpiączki prosił Cię o wodę. Dzisiaj rozpocznie się rozprawa nad Tobą.-powiedziałam do niego. Po czym zwróciłam się do Maxa i Atara:
-Czy moglibyście go wtrącić do lochów??
-Z przyjemnością.-powiedzieli równocześnie.
Wstali i zaprowadzili go do lochów. Ja zostałam z królem opowiadając mu jak wyglądała nasza cała wyprawa do pustelnika i podróż powrotna do domu. Król był zachwycony że nic nam się poważniejszego nie stało. A ja że ojcu mego męża nic nie jest.
Gdy skończyliśmy rozmawiać o tym wszystkim powiedziałam do króla:
-Pozwolisz ojcze że skontaktuję się z Audrą. Tą którą powierzyłam Rothanowi.
-Oczywiście.
Podeszłam do okna i skupiłam się na telepati:
-Audra. Wróciliśmy już.
-Cieszę się Córko Nocy.
-Jak tam nauka z Rothanem??-spytałam.
-Całkiem dobrze.
-Jest obok Ciebie??
-Tak. Mam coś przekazać??
-Tak Audro. Dzisiaj będzie rozprawa w sprawie pewnego wampira. Chciałabym żebyście się oboj stawili. Przekaż Rothanowi aby przekazał wszystkim tą wiadomość. On umie kilku osobą jednocześnie przekazywać wiadomości.
-Dobrze. Przekażę Córko Nocy.
-Do zobaczenia Audro.
-Do zobaczenia.

Po rozmowie z Audrą usiadłam jeszcze na łóżku przy królu i przekazałam mu wieści o mojej uczennicy. Cieszył się że wszystko jest dobrze.



Ciąg dalszy nastąpi...
=======================================================
Chciałam ogłosić że za moment pojawi się następny rozdział.

skomentuj | (2)



Rozdział 21: “Śpiączka.”

2006-08-29 | 17:51:12
Podróż nie chybnie dobiegała końca. Trzymałam się dobrze. Jeszcze przed nami jakieś 10 minut drogi. Zbliżał się zmrok. Nasze konie były już zmęczone. Widać Max nie mógł się doczekać powrotu do domu. Z każdą sekundą był coraz bardziej rozpromieniony. A ja nadal wierzyłam że wszystko będzie dobrze. Że spotkam się z rodzicami, z ojcem Atara, z naszymi braćmi i siostrami z naszego rodu. Atar jechał smętny, pewnie wyczuwał niebezpieczeństwo szybciej niż ja. Mój instynkt został bardzo osłabiony po truciźnie i po tych wszystkich obrażeniach które miały miejsce. Ja sama w sobie czułam się dobrze.
Nareszcie przejechaliśmy przez wodzony most naszego zamku. Odstawiliśmy konie do środka. Wszyscy zapewne jeszcze nie przyszli z polowań na zebranie, ale udaliśmy się do króla. Atar wiedział gdzie go znaleźć. Szliśmy w trójkę powiadomić go o naszym powrocie. Właśnie przemierzaliśmy długi korytarz. Nie był on szeroki ale też nie był wąski, co widać było wyraźnie. Atar szedł i prowadził nas pewnie po nim. Wzdłuż ścian były porozwieszane różne obrazy, mające przypomnieć ile w tym zamku istniało władców, zanim wampiry się w nim osiedliły. Wszystko miało swoją magię, którą było można wyczuć w powietrzu. Król wampirów nie pozwolił nic w nim zmieniać tak jak również jego poprzednicy. Szłam zachwycona. Nie było tu żadnych drzwi do komnat. W końcu korytarz skręcił w lewo i nieco się rozszerzył. Tu właśnie były komnaty. Atar nie zatrzymywał się, dalej szliśmy za nim w milczeniu. Komnata króla widocznie znajdowała się na końcu tegoż korytarza. Nie pomyliłam się. Doszliśmy do ostatnich drzwi. Atar stanął przed nimi, czekając aż dojdziemy do niego. Gdy staliśmy już w trójkę razem przy komnacie króla. Wampir zapukał głośno. Zza drzwi nic nie było słyszeć. Atar ponowił pukanie. W tym momencie usłyszeliśmy jakiś szmer w pokoju. Po chwili usłyszeliśmy jak ktoś zza drzwi do nas mowi:
-Proszę wejść.
Atar powoli otworzył drzwi. Zobaczył swego ojca leżącego w łóżku. Spał. Obok łóżka krzątał się jakiś inny wampir. Atar podbiegł ze mną do łóżka i usiedliśmy na nim.
-Ojcze... Co Ci jest?-spytał.
Nic nie usłyszeliśmy.
-Co się memu ojcu stało, Rafidgrze??-zwrócił się Atar do wampira który stał obok.
-Nie wiem książę.-skłonił się nieco wampir. Po czym mówił dalej:
-Od połowy czasu jaka minęła od waszego wyjazdu król zachorował. Jest w śpiączce.
-Coooo??-Atar był zaskoczony.-Jak to nie wiesz co się stało. Przecież byłej tu cały czas z nim. Jestem jego drugą prawą ręką po mnie.
-Tak książę, zdaję sobie z tego sprawę ale ja naprawdę nie wiem co się twemu ojcu stało. Pilnowałem go. Pewnej nocy przyszedłem do niego chcąc go obudzić. Próbowałem, potrząsałem nim, wołałem ale nie reagował.
-Dobrze wierzę Ci. A czy wcześniej po naszym wyjeździe zachowywał się jakoś dziwnie??
-Nie przypominam sobie panie. Chociaż... W przed dzień tej śpiączki śniło mu się coś strasznego.
-Co sie mu śniło??-spytał zaskoczony mój małżonek.
-O tym że nie przeżyliście tej wyprawy, panie.
W tym momencie zaległa cisza. Trwała tak długo że aż stała się nie znośna. W tym momencie wpadł mi jeden pomysł do głowy.
-Wyjdzie stąd wszyscy!-krzyknęłam a oni zaczęli drżeć ze strachu.
Nikt nie poruszył się. Znowu to milczenie które dobijało każdego kto znajdował się w sypialni króla.
-Wyjdzie stąd wszyscy! Ogłuchliście??!!-tym razem się zerwali i zaczęli wychodzić. Tylko Atar został w pozycji w jakiej był.
-Ja..-chciał spytać ale mu przerwałam.
-Ty też drogi małżonku.-uśmiechnęłam się w złości do niego.
-Ale co ty...-znów chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam pokazując palcem na drzwi.
Kiedy już sama zostałam z królem wampirów. Przygotowałam swój sztylet. Wzięłam szklankę z wodą która stała na jego szafce nocnej obok łóżka. Przecięłam nadgarstek i wlałam do szklanki parę kropel krwi. W tym momencie woda zaczęła bulgotać.
-No jasne. Wiedziałam... trucizna....-zaczęłam się wściekać poirytowana.-Tylko kto mu mógł to dać??
Podeszłam do drzwi i zawołałam Atara i Maxa. Tamtemu wampirowi nie ufałam. Siedział na ziemi i patrzył w jeden punkt.
Za nimi zamknęłam drzwi. Rzuciłam magię na drzwi aby nie dało się podsłuchiwać. Miałam mało siły na rozmowę telepatyczną. Zwróciłam się potem do męża i przyjaciela, którzy stali obok.
-Ktoś dał mu truciznę. Jakie sposoby są na zwalczanie trucizny??-spytałam Atara gdyż on w tym świecie był od dawna i wiedział co nie co od odkażaniu z trucizn.
-Jeśli wampir jest zatruty we własnym domu to najlepszym lekarstwem będzie krew innego wampira. Jednak w przypadku mego ojca i osoby która to wykona jest bardzo niebezpieczne.
-Dlaczego??-spytałam.
-Gdyż jest bardzo stary.
Postaliśmy dłuższą chwilę w milczeniu. W końcu się odezwałam.
-Zaryzykuję.-powiedziałam
Atar i Max patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-Kochanie jesteś tego pewna??-spytał Atar.
-Tak jestem tego pewna. I tak nie mam już co ryzykować. Za dużo przeszłam.
-Ale to bardzo niebezpieczne przyjaciółko.-odezwał się Max.
-Nie bójcie się. Wiem co robię. Odejdźcie jak najdalej od łóżka.



Ciąg dalszy nastąpi....

skomentuj | (2)



Rozdział 20: "Pożegnanie się z pustelnikiem i podróż w stronę domu"

2006-08-27 | 22:48:05
-Wstawajcie. Zaraz musimy wyruszać.-wrzeszczał Max na cały głos chcąc nas obudzić.
-Eee.. nie krzycz tak Max po sobie gardło zedrzesz.-powiedziałam po czym z Atarem zaczęliśmy się głośno śmiać.
Tak mi się dobrze spało w jego ramionach. Rana mnie nie bolała. Powiedziałam Maxowi że w czasie podróży do domu przez pustkowia nie ukazywał strachu i żeby się nie odwracał. Opowiedziałam mu przepowiednię króla Valardicka I. I to co mi głos powiedział poprzedniego dnia. Chłopak najwyraźniej się zdziwił i usłuchał. Wyszliśmy przed dom i zobaczyliśmy trzy konie a przy nich stał pustelnik.
-O... Widzę że już wstaliście. -przywitał nas pustelnik.-Czas ruszać. Musicie jak najwięcej podróżować w nocy. W dzień odpoczywajcie tylko na dwie godziny. Oni o was już wiedzą. Musicie jak najszybciej wydostać się z pustkowi. Olgo jak twoja rana?-pierwszy raz zwrócił się do mnie po imieniu.
-Wszystko w porządku. Mam nadzieje że się już całkiem zrosła. W każdym razie nie boli mnie już.-odpowiedziałam mu z uśmiechem.
-Tak więc wszystko idzie dobrze. Cieszę się że się dobrze czujesz. A teraz musicie już ruszać w drogę. Za niedługo się ściemni. A gdy już się ściemni musicie przebyć połowę drogi.
-Dziękujemy za wszelkie ostrzeżenia drogi pustelniku. Ty również uważaj na siebie. Nigdy nie wiadomo co czyha za rogiem. I pamiętaj nie wychodź po zmroku z domu.-ostrzegałam go nawet nie zdając sobie z tych słów sprawy.
Pustelnik jakby zaskoczony ale po chwili oprzytomniał. Wiedział że Córka Nocy po ślubie z następcą tronu będzie przepowiadać przyszłość. Szkoda mu było że aż tak bardzo musiała ucierpieć i że rana na ramieniu była taka głęboka. Miał nadzieję jednak że nic jej nie będzie i wytrzyma wszystkie gorączki powstające po znajdującej się truciźnie w ranie.
-Bywajcie drodzy przyjaciele. Córko Nocy dziękuję za przestrogi. Będę pamiętał twe słowa.
-Bywaj pustelniku.-pożegnaliśmy się z nim dosiadając swoje konie.
Mój był koloru brunatnego. Była to klacz. Nazwałam ją “Nadzieją”. Nie wiem czemu. Była silna. Atar dosiadał ogiera koloru białego. Nie wiem jak go nazwał. Max za siadywał także na ogierze Ale on był maści koloru rudego z dużą brązową plamą na zadzie.
Gdy tylko się pożegnaliśmy z pustelnikiem pognaliśmy przed siebie. Czas leciał szybko więc i szybko przebyliśmy tą połowę drogi. Każdy z nas patrzył się przed siebie. Po wszystkich ostrzeżeniach które dostawałam i przekazywałam je naszej grupie.
Gdy dotarliśmy już do połowy drogi zaczęło świtać ale jakoś nie pasowało mi miejsce w którym się znajdowaliśmy. Bolała mnie rana. Po prosiłam towarzyszy tej podróży abyśmy przenieśli się troszkę dalej. W końcu znaleźliśmy bezpieczniejsze miejsce. I rozbiliśmy obóz. W jukach na koniach Atar znalazł troszkę drewna czym posłużyliśmy się do rozpalenia ogniska. Atar wyjął jakiś garnek i zioła przygotowane przez pustelnika do nakładania na moją ranę i do wypicia. Max nucił cicho jakąś piosenkę pod nosem, której nie znałam. Siedział obok i wsłuchiwałam się w słowa. Ale trzaskanie gałęzi i ruch mego męża przy ognisku nie pozwalał mi uchwycić słów piosenki. Popatrzyłam się na niego. Siedział i myślał o czymś.
-Kochanie nad czym myślisz??-spytałam.
-Odsłoń płaszcz i bluzkę tak żebym mógł zrobić Ci okład.
-Nie o to pytałam.-powiedziałam.
Atar zbliżył się z gotowym okładem a ja w między czasie zrobiłam dostęp do rany dla niego.
-Mam złe przeczucia co do powrotu do domu.
-Dlaczego tak myślisz??-spytałam.
-Nie wiem. Jakoś tak. Coś mi mówi żeby się śpieszyć.
Zaczął nakładać mi na ranę opatrunek. Gdy skończył powiedział:
-Już gotowe. Możesz się ubrać i potem pójdziemy spać. Kochanie wypij to.-podał mi lek który kazał mu pustelnik robić abym go piła.-Jestem zmęczony. Wy pewnie też.-stwierdził po czym zgasił ognisko i ułożył się do snu obok mnie.
Przytuliłam się do niego i również zasnęłam. Nie pamiętam co mi się śniło ale Max obudził mnie mówiąc coś do mnie.
-Cccoo... się stało??-spytałam ziewając jeszcze.
-Olga... ty prorokowałaś we śnie.
-Co??-zaskoczyłam się.
-Musimy się zbierać. Trzeba jak najszybciej się dostać do domu.-powiedział podchodzący do mnie Atar.
Szybko się pozbierałam i wsiadłam na konia.
-Ale co się stało??-spytałam.
-Mówiłaś coś o Twoich rodzicach. Krzyczałaś i płakałaś przez sen. Tak czułem. Coś niedobrego się dzieje. Musimy ruszać i jak najszybciej dostać się do domu.-powiedział.
-A ale to nie możliwe. Nie pamiętam nic co mi się śniło.-powiedziałam wystraszona.
-Nie czas teraz na wyjaśnienia. Musimy jak najszybciej wrócić do domu.-powiedział Atar.
Czas leciał a my ciągle galopując przed siebie, pokonywaliśmy dalszą drogę, która biegła przed nami do domu. Najgorsze że nie wiedziałam co się stało moim rodzicom i to że nie pamiętam co mi się śniło. Musiałam jak najszybciej wrócić do domu.

....Kilka godzin później....

Następny postój miał miejsce za lasem w którym zabiłam wilkołaka moim sztyletem. Zatrzymaliśmy się w dzień. Niewiem która była. Atar ponownie rozpalił ognisko i przygotował opatrunek jak i napój który miałam pić. Byłam spragniona więc szybko go wypiłam. O dziwo ten tym razem zaspokoił mnie w pełni ze sama się zdziwiłam że nie mam ochoty na wypicie krwi z jakiejś mojej ofiary. Położyliśmy się spać. Ale nie umiałam zasnąć. Tym razem nie zmrużyłam oka. Kiedy Atar i Max już spali, wstałam wyciągnęłam mapę z torby Atara i popatrzyłam gdzie jesteśmy. Tak na oko mamy jeszcze jeden postój mieć zanim dotrzemy do domu. To całkiem dobrze gdyż chciałabym już w głębi duszy zobaczyć ojca Atara jak i moich rodziców. Nie dopuszczałam do siebie myśli że coś może być nie tak.

Ciąg dalszy nastąpi....
=======================
Obiecałam dłuższą notkę i oto jest. Mam nadzieje że się spodoba.

skomentuj | (5)



!INFO A NIE ROZDZIAŁ!

2006-08-27 | 00:34:23
Przepraszam że dnia 26.08 nie pojawiła się notka ale nie miałam zbytnio czasu. Po pierwsze byłam we Wiśle a wcześniej na mieście a potem zabrałam się za robienie mojego nowego szablonu który już możecie oglądać...:) Dziękuję wszystkim za tak liczne komentarze i mam nadzieje że doczekacie do jutrzejszego wieczorka na nowy rozdział. Przesyłam pozdrowienia i buziaki wszystkim czytającym i komentującym. Największego buziaka posyłam dla SiS:*

skomentuj | (3)



Rozdział 19: “Przebudzenie z fazy: Gdzie ja jestem??”

2006-08-25 | 18:38:30
Nie wiem ile czasu minęło. Obudziłam się ale znajdowałam się w całkiem innym miejscu. Byłam w jakimś domku. Skromnym, ale pachniało tu wszędzie jakimiś ziołami. Leżałam i rozglądałam się. W kominku wesoło płomienie tańczyły. Chciałam się obrócić i wstać ale zaczęło mnie moje ramię piec. Wtedy zobaczyłam jak obok mojego łóżka siedzi człowiek w fotelu. Czas wydarł na jego twarzy minione lata. Był stary. Z długą białą brodą sięgającą do pępka. Popatrzyłam się na ramię i wszystko mi się przypomniało. Straciłam przytomność po walce z człekokształtnym. Zaczęłam płakać bo nie wiedziałam czy Atar i Max przeżyli. Człowiek spostrzegł że płaczę. Podszedł do mnie i powiedział:
-Wszystko będzie dobrze Córko Nocy.
Zastanawiałam się skąd wie kim jestem i wogóle gdzie ja jestem.
-Gdzie ja jestem??
-Jesteś u mnie Córko Nocy. U pustelnika do którego zmierzałaś. Nie martw się twoje rany szybko się zagoją. Cały tydzień leżałaś nie przytomna. Majaczyłaś i przypomniałaś mi...- urwał w pewnym momencie.-przypomniałaś mi słowa króla Valardicka I.
Popatrzyłam się na niego i nadal zdawało mi się że śnię.
-A gdzie...-przerwał mi kładąc rękę na ustach.
-Nie zadawaj więcej pytań. Zaśnij. Jesteś jeszcze maksymalnie wykończona. Rany powinny się do dwóch dni zagoić.-powiedział spokojnie.
-Ale gdzie..-znów mi przerwał i kazał zasnąć.
Wiedziałam że sen mi jest potrzebny a jeśli nie zasnę będzie się dłużej goiły rany. Śniło mi się że pustelnik rozmawia z Atarem który przyszedł do niego. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
-Czy wyzdrowieje??-spytał się Atar.
-Właśnie się przebudziła. Chciała się o coś zapytać ale nie dałem jej dojść do słowa. Ciężka sprawa z nią. A z Tobą już jest wszystko dobrze?? Jak się czujesz Atarze??-spytał pustelnik.
-O wiele lepiej. Czuję że już jutro będę zdrów jak ryba. Powiedz mi czy wyzdrowieje. To dla mnie ważne.
-Nie wiem. Rana jest głęboka a trucizna która spowodowała śpiączkę jest bardzo niebezpieczna. Myślę że z tego wyjdzie, ale również jest przypuszczenie...-urwał i powiedział szeptem- jest przypuszczenie że może zginąć ale nie wiadomo w jakim czasie. Ta trucizna ją totalnie wykończyła. I nawet jeśli na moje oko usunę wszystko to i tak jakaś część będzie ją powoli zabijać. Za dwa dni musicie wrócić do domu. Więc dam Ci specjalne napary z ziół które będziesz jej dawał do picia. A również dam Ci zioła które będziesz przykładał do rany. To uśmierzy jej ból. Choć zaraz wszystko Ci wyjaśnię.-powiedział pustelnik po czym wyszli z mojego pokoju.
Spałam dość długo. Nie wiem ile, ale gdy się obudziłam Atar siedział u mnie na łóżku. Uśmiechnął się do mnie kiedy tylko się obudziłam.
-Witaj księżniczko-dał mi buziaka w policzek.
-Cześć Skarbie. A która to godzina??-spytałam.
-Jest 21:30. Spałaś cały wczorajszy dzień i dzisiejszy. Jutro wracamy do domu.
-Cieszę się że jesteś. A co z Maxem??-spytalam.
-Dostał świeżą porcję krwi od pustelnika, który dzisiaj znalazł jakiegoś ptaka w pobliżu domu i wypił całą krew. Pustelnik pozbierał tylko pióra.
-Czyli jesteśmy w komplecie?! Jak się cieszę.-uśmiechnęłam się nieco do niego. Po czym spytałam:-Powiedz mi wyjdę z Tego??
-Skarbie nie myśl teraz o tym. Na pewno wyjdziesz. Jesteś silna. Prześpij się jeszcze.-powiedział po czym wstał.
-Kochanie a mógłbyś się położyć obok mnie??
-No nie wiem co na to nasz lekarz ale jeśli się zgodzi to z chęcią.-powiedział a po chwili usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi.
Pustelnik wszedł i powiedział:
-Słyszałem rozmowę i się zgadzam. Ale Olgo pamiętaj. Uważaj na ramię. Jeszcze całkiem się nie zagoiło.
-Dziękuję za rady i za pozwolenie. Będziemy uważać.
Pustelnik opuścił mój pokój a Atar wpakował się do niego i mnie przytulił. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam.
Kiedy się obudziłam nieco uniosłam się na łokciach i spojrzałam jak mój luby sobie słodko śpi. Dałam mu całusa.
-Mmmm... -zaczął mruczeć.
-Czy za mało tego dobrego??-spytałam ze śmiechem na ustach.
-Tak. Ja chcę jeszcze.- po czym przyciągnął mnie na siebie i się całowaliśmy.
W pewnym momencie usłyszałam głos nie wiem kto to mógł powiedzieć. Pierwszy raz słyszałam ten głos. Ostrzegał mnie:
Córko Nocy Strzeż się wracając do domu. Nigdy nie wiesz co za rogiem czyha. Patrz przed siebie i się nie odwracaj. Powiedz to reszcie. Wróg ostrzy na was kły. A na Ciebie najbardziej boś przeznaczona jest.
Puściłam Atara i wsłuchałam się w to ostrzeżenie.
-Coś się stało??-spytał.
-Tak. Ktoś mi przekazał ważne informacje. Nie możemy ich zignorować...-po czym przekazałam mu treść ostrzeżenia.
-Tak. Wiem. Mam nadzieje że tym razem będę ostrożniejszy i nie popełnię głupoty. Naraziłem Cię na śmierć. Wybacz mi.
-Kochanie przestań. Przecież wiesz że mimo wszystko zawsze będziemy razem. Ja też popełniłam błąd że wogóle tak się ostatnio kłócę z Tobą o byle głupotę. Nie powinnam.
-Dobrze już dobrze. Choć się połóż jeszcze bo mamy dość czasu.
Położyłam się obok niego i przytuliłam. Nie piekła już mnie rana. Byłam szczęśliwa leżąc z Atarem tak jak za dawnych lat w jednym łóżku. Był obok i dla mnie to było najlepszym lekarstwem na wszystkie bóle.

Ciąg dalszy nastąpi.

skomentuj | (6)



Rozdział 18: “Faza”

2006-08-24 | 20:38:51
Tym razem to było zaraz obok ogniska wyrosło coś z ziemi. To nie był wilkołak ani też wampir. Było to coś człekokształtne mimo wszystko. Zastanawiałam się co to jest. Gość chyba miał wpojone, że “nie należy kopać leżącego” więc rzucił w nas małym kamienie. Oczywiście ja dostałam.
-Nie reaguj na razie.-powiedziałam telepatycznie do Atara.
-Przecież nie reaguje.
-Mógłbyś się inaczej do mnie odnosić.-powiedziałam troszkę wkurzona do niego.
-Przepraszam. Jestem zdenerwowany tą całą sytuacją.
-Dobrze. Rozumiem. Ale nerwy następnym razem trzymaj na wodzy.

Po chwili gość wyraźnie nie wiedział co zrobić i się troszkę wkurzył. Rzucił w nas ponownie kamykiem. Ale tym razem mniejszym. Trafił tym razem Atara. Ten nieznacznie się poprawił i dalej nie reagował. Usłyszeliśmy głośny ryk, który wydobywał się z gardła człekokształtnego gościa. Również się nie poruszyliśmy. Leżeliśmy znieruchomiali. Po chwili gość zaczął coś mówić pod nosem tak cicho że człowiek by nie usłyszał jednak wampiry mają słuch wyczulony. Mówił
-Kim oni są?? Śpią sobie spokojnie i wiedząc że odwracanie się za siebie grozi im niebezpieczeństwem. Kim oni są??-zastanawiał się człekokształtny.
Usłyszał w głowie głos który mu wysyłałam:
Parą małżonków z przyjacielem. Wszyscy jesteśmy wampirami. Parą małżonków której oczekiwali.
-To nie może być prawda. Przecież to była legenda. Jakim cudem to mogło się stać??-pytał sam siebie zaskoczony.
Jednak ponownie usłyszał głos który mówił do niego:
Normalnie. Widzisz przed sobą uzbrojoną parę małżonków. Zbliż się bardziej a poczujesz ostrze ich noży
*noże-inaczej określane miecze albo sztylety*
-Ha ha ha... ja się was nie boję. To wy powinniście się mnie bać. Mutanci-powiedział po czym splunął na nas ohydną śliną.
Zbliżył się powoli do nas a ja zdążyłam powiedzieć Atarowi że na trzy-cztery stajemy.
-Trzy.... Cztery
Oby dwoje staliśmy na nogach. A człekokształtny widząc nas stojących trochę się wystraszył. Jednak i on miał miecz. Trzymał go mocno swoimi wielkimi łapskami za rękojeść miecza.
-Chcesz może poczuć jak ten miecz pachnie??-powiedziałam z ironią w głosie.
-Oczywiście że chcę.-A po chwili dodał chyba swoje ulubione słowo:-Mutanty.
Chwyciłam Atara za rękę i powiedzieliśmy szybko zaklęcie żeby ten typek nas nie zaatakował. Wisiał w powietrzu momentalnie. Zastanawiałam się co w tym momencie zrobić, kiedy coś dotknęło mojego ramienia. Popatrzyłam się na nie i zobaczyłam rozdarty płaszcz na ramieniu a z niego wylatywała krew. Puściłam się Atara i osunęłam się na ziemię. Straciłam przytomność. Śniło mi się że Atar walczy z człekokształtnym, że umarłam on i Max też. Nie wiem co było prawdą. Zasnęłam na jakieś kilka godzin.
-Ostrzegałem Cię Córko Nocy i ostrzegałem twego męża dlaczegoście mnie nie posłuchali. Rychłe niebezpieczeństwo nad wami. Strzeżcie się teraz mroków ciemności na pustkowiu bezpiecznymi nie będzie już tutaj. Uciekajcie do pustelnika.
Usłyszałam głos w śnie i zobaczyłam króla Valardicka I. Szybko jednak się nie ocknęłam ze śpiączki w jaką wpakował mnie ten gnój.

Ciąg dalszy nastąpi...

skomentuj | (3)



Rozdział 17: “Szelest”

2006-08-22 | 22:48:06
W pewnym momencie usłyszałam z daleka jaki szelest. Nie ruszałam się. Szelest dobiegał za mnie. Pomyślałam że może Atar się odwraca więc poczekałam na chwilę. Minęła niecała minuta i szelest się powtórzył. Czekałam wiedziałam że to na pewno nie Atar. Przecież wyczuła bym to. Atar obrócił się na plecy i spał a ja postanowiłam wstać i dorzucić pali do ogniska. Wstałam i wzięłam kilka drewienek które Atar przyniósł i położył obok palących się już pali. Wrzuciłam jeden.


* * *

Było przy ognisku widać dziewczynę. Tak na około osiemnastu lat. Dorzucała drewna. Zachowywała się tak jakby niczego nie słyszała. Była ubrana w długi czarny połyskujący skórą płaszcz. Miała długie ciemne włosy. Ktoś ją obserwował. Na przeciwko niej błysnęły ślepia. Nie wiadomo kogo. Czyżby zapomniała o przepowiedni...??

* * *

Usiadłam przy ognisku. Rozglądałam się w około siebie mając nadzieję że coś zobaczę. Nie bałam się. Po prostu rozglądałam się czy ktoś przypadkiem nie zmierza w naszą stronę. W pewnym momencie poczułam jak coś się we mnie wpatruje. Obróciłam wzrok w tamtą stronę. Widziałam na mojej wysokości jakieś ślepia wpatrzone we mnie. Udawałam że ich nie widzę. Obróciłam się w stronę moich bliskich. Atar spał spokojnie, tylko Max się przewracał jak głupi. Może czuł jakieś niebezpieczeństwo, kto to wie?? Dorzuciłam jeszcze jednego pala do ogniska. Cały czas się nie bałam. Zmieniłam pozę na bardziej zamyśloną. W ognisku widać było moją bladą cerę, oczy połyskujące odwagą. Usłyszałam znów ten sam szelest. Coś widocznie coraz bardziej się do mnie zbliżało tylko co to jest. Udawałam że tego nie słyszałam po raz kolejny nie chciałam aby to coś myślało że się boję. Wstałam i poszłam w kierunku leżących wampirów. Atar wziął i się cały obwinął moim kocem. Chwyciłam go za boki tak aby go wystraszyć. Zaczął krzyczeć a ja szybko zamknęłam mu usta ręką i powiedziałam:
-Kto pozwolił Ci się owinąć moim kocem cio??
-Hehe... Nikt. A ty gdzie byłaś??-spytał.
-A do ogniska dorzucić drewna.-po czym dodałam telepatycznie.-Skarbie to ja. Odpowiedz i każ mi się położyć obok.
-Kochanie połóż się koło mnie. Noc jeszcze długa.-uśmiechnął się i wtulił się w moje ramiona.
-Kochanie nadaje telepatycznie. Rozumiesz mnie??-powiedziałam.
-Tak, rozumiem Cię. Co się stało??
-Udawaj że nic się nie dzieje ok??
-No spoko ale czemu??
-Ktoś nas obserwuje. Pamiętasz może przepowiednie króla Valardicka I??
-Tak pamiętam teraz. Cholera.
-Co się stało??
-Odwróciłem się.
-Co?-zdziwiłam się ale tego nie pokazałam.
-Odwróciłem się.
-Kiedy??
-W połowie drogi od tego czasu jak nas wilkołaki pod lasem goniły.
-Nieciekawa sprawa.

W tym momencie usłyszeliśmy znacznie bliżej szelest. Ale jeszcze w znacznej odległości. Obróciłam się i przygotowałam mój sztylet w razie czego do obrony. Atar też się nie znacznie poprawił i przygotował także swoje narzędzie obronne. Leżeliśmy dobrą chwilę i znowu usłyszeliśmy szelest. Tym razem to było zaraz obok ogniska...




Ciąg dalszy nastąpi...


============================================================
Wybaczcie że takie krótki ale nie mam czasu dłuższego pisać... Pozdrawiam. Pa.

skomentuj | (5)



Rozdział 16: "Pierwsza noc na pustkowiach"

2006-08-21 | 22:31:26
Mieszka człowiek na pustkowiach, mądry, sławny. Leczy tylko wampiry. Człowiek którego imię jest tak trudne do wymówienia że normalnie określa się go "Ojcem Potępionego Ludu". Leczy ich od wielu lat. Był kiedyś Wielkim Czarnoksiężnikiem.
Jordick z Moheent Blant

Ojciec Potępionego Ludu mieszka na pustkowiach, nie otworzy swych bram śmiertlenikom, gdyż jest poddanym Króla i Najstarszego Ojca Wampirów. Legenda głosi że aby nie zostać zamienionym w wampira musiał złożyć wieczne lenno Królowi Potępionego Rodu.
Anonim



Trzy potępione dusze wędrowały przez pustkowia. Olga wraz z małżonkiem Atarem i ich współbrataniec Max, który był ledwo przytomny.
W gąszczach drobnych krzaków gnieździły się różne niebezpieczne stwory.



Gdy wędrujesz pustkowiami to uważaj tam los czycha na Ciebie. Niebezpieczna twa drogą którą idziesz. Nie odwracaj się za siebie. Niebezpieczeństwo czuwa nad Tobą. Poczuje że się boisz a wtedy zaatakuje.
Przepowiednia Króla Wampirów Valardicka I



Poruszaliśmy się bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w połowie drogi do naszego pustelnika. Ja i Atar tymi przeniesieniami myśli byliśmy bardzo wyczerpani z sił. Poprosiłam więc go żebyśmy rozpalili ognisko i troszkę odpoczęli.
-Atar kochanie ja już nie dam rady się przemieszczać. Zróbmy postój.
-Dobrze kochanie. Zaraz nazbieram co się da.
Położyłam się obok Maxa. Przykryłam go kocami bo cały drgał z zimna.
-Max wytrzymaj proszę.
-Daleko jesteśmy??
-Jeszcze kawałek. Jutro wyruszymy dalej a teraz śpij.
-Pić mi się chce.
-Poczekaj dam Ci coś do picia.-powiedziałam po czym poszłam troszkę pogrzebać w plecaku Atara.
Podeszłam do jego plecaka i po woli wyciągałam rzeczy z niego. Było tam aż nawet za dużo rzeczy. Jakieś ciuchy, koce, termosy z krwią, jakieś jedzenie. Postanowiłam dać Max'owi “Przysmak Wampirów” i wzięłam ze sobą jeden z termosów. Resztę spakowałam z powrotem do plecaka.Podeszłam do Maxa i wręczyłam mu jego termos.
-Masz pij. Musisz nabrać sił. -patrzyłam jak łapczywie wypija swoją krew z termosa.-Nie wypij wszystkiego Max. Jeszcze jeden dzień drogi przed nami. Musi Ci starczyć krwi do tego czasu.
-Dobrze. A to co to jest co trzymasz w ręku??-spytał zaciekawiony Max.
-To jest “Przysmak Wampirów”. Masz zjedz sobie. Również poczujesz się po tym lepiej.
-Dziękuję Olgo. Rozmawiałaś może z Audrą?
-Nie było kiedy-zasmuciłam się.-Ale nie martw się. Jest pod dobrym okiem naszego brata.
-Cieszę się. Mam nadzieje że szybko się z nią zobaczę.
-Hehe... ja też mam taką nadzieję. Chociaż nękają mnie inne problemy ale nie czas o nich mówić.
-O widzę że moi podopieczni ze sobą rozmawiają-uśmiechnął się Atar który znalazł gdzieś parę patyków.
-A tak Kochanie. Rozmawiają sobie. Widze że znalazłeś patyki na ognisko. To dobrze bo Max musi się ogrzać troszkę. Strasznie drży.
-Zauważyłem jak go kładłem.-po czym zwrócił się do Maxa- jak się czujesz?
-Troszkę lepiej. Twoja żonka dba o mnie. Oprócz tego ma jakieś zmartwienia ale nie chce o nich teraz mówić.
-Co??-zdziwił się Atar-Kochanie jakie ty masz znowu zmartwienia??
-Nie teraz mężu. Daj mi odpocząć. Jestem zmęczona.-powiedziałam po czym otuliłam się mocno w swój koc i płaszcz. Zaczęłam udawać że śpię. Atar rozpalił ognisko po czym położył się za mną i mocno się do mnie przytulił.
Po chwili słyszałam jak chrapie.
Myślałam:
Co ja powiem rodzicom jak wrócę?? Przecież nie mogę uciec z domu i zamieszkać w zamku. Co ja zrobię. Kocham Atara ale nie wiem jeszcze jak to nasze życie będzie wyglądać. Nieśmiertelność. Czymże ona jest?? Jesteś nieśmiertelny ale nawet nie wiesz jak będzie wyglądało twoje życie. Teraz to nie ważne bo: umarłam, zakochałam się i ożyłam. Krótko mówiąc uczony zastąpił by to takimi słowami:
Śmierć-Miłość-Nieśmiertelność.
Ale ja nie jestem uczona. Myślę po swojemu. Była kiedyś taka przepowiednia na temat pustkowia. Jak ona brzmiała?? A tak:Gdy wędrujesz pustkowiami to uważaj tam los czycha na Ciebie. Niebezpieczna twa drogą którą idziesz. Nie odwracaj się za siebie. Niebezpieczeństwo czuwa nad Tobą. Poczuje że się boisz a wtedy zaatakuje.
To przepowiednia starego króla wampirów. Musimy uważać. Dzisiaj ja czuwam. Niech Atar się wyśpi. Jak poczuję coś niebezpiecznego to wezmę plecak, chwycę ich za ręce i przeniesiemy się dalej. Mocą będę musiała zgasić ognisko.
Myślałam tak i myślałam. W pewnym momencie usłyszałam z daleka jaki szelest...

Ciąg dalszy nastąpi...

skomentuj | (1)



!INFO A NIE ROZDZIAŁ!

2006-08-20 | 23:41:03
Przepraszam że dopiero dzisiaj daję znaki życia. Nie dałam rady wrócić w czwartek ale dzisiaj już wróciłam więc od jutra ponawiam bloga. Mam nadzieje że mi wybaczycie tak długie oczekiwanie. Dzisiaj nie mam weny więc nic nie napisze oprócz tej notki. Dziękuję wszystkim komentującym i wspierającym mnie ludziom. Przesyłam buziaczki dla sis(Audry):*, Madzi Ch.:*, Olwice:*, Chomikowi(który czyta moje wypociny od samego początku):*, Łukaszowi L.(Mall):*, Patulce:*, Ameli:*, Summer-patrol:*, Anastazji:*, Selenie:*, Klaudenie:*, Beatce B.:*, Sandrze z Górnego Śląska;):*, Sebusiowi:*, i wszystkim których nie wymieniłam a czytają moje wypociny, a w trudnych chwilach rzeczywistego życia pomagają mi rozmową nie koniecznie o problemach. Pozdrawiam wszystkich i do jutra gdyż jutro kolejna notka...:)

skomentuj | (2)



Rozdział 15: “Przed wejściem na pustkowia- część 2“

2006-08-13 | 14:04:10
Ubrałam się a kiedy zakładałam płaszcz przyszedł Atar z Maxem.
-I co?? Wykąpana??-spytał.
-Taaa.-powiedziałam dając mu namiętnego całusa.
-A co to??-podszedł Atar do zwłok wilkołaka.
-A to ty nie wiesz?? Myślałam że załatwiłeś jego kolegów.
-Co??Ja nic nie robiłem. To znaczy że tych kundli jest tu więcej. Trzeba się szybko zbierać bo mogą wyjść z ukrycia.
-Dobry pomysł. Ja już odpoczęłam. Postaram się wydostać nas z lasu jakieś kilka metrów od niego. Weź Maxa na plecy i daj mi rękę.
Atar podał mi rękę i momentalnie przenieśliśmy się poza zasięg lasu. Weszliśmy po części już na pustkowia. Ale jeszcze potrzeba było kilku kilometrów aby się tam dostać. Kiedy tak staliśmy nie rozglądaliśmy się za siebie. Może to i był błąd bo momentalnie rzuciły się na nas wilkołaki.
Wyciągnęłam mój sztylet z płaszcza a Atar swój miecz który dostał od ojca na tą wyprawę. Wcześniej położył Maxa na ziemi. Nie było odwrotu. Trzeba było walczyć. Jednak kiedy się zbliżyli do nas. Zaraz się cofnęli. Zdziwiliśmy się trochę. Mi drugi raz się to zdarzyło ale Atarowi chyba pierwszy bo nie wiedział co ma zrobić.
-Dokąd idziecie??-spytał się jakby naczelnik ich grupy.
-Do pustelnika. Musimy zanieść naszego syna do niego bo strasznie jest chory.-ściemniałam aby zyskać na czasie.
-Tacy młodzi i mają syna??!!-zastanowił się tamten.-Dobrze idźcie dalej ale nie wracajcie już tędy. Musicie iść inną drogą.
-Dziękujemy Ci panie. Możecie się już oddalić. Musimy odpocząć trochę. Jesteśmy zmęczeni podróżą. A nasz syn musi się napoić.
-Dobrze. Odpoczywajcie w spokoju. My już sobie pójdziemy. Dowidzenia.
-Dowidzenia-powiedziałam a potem po cichu dodałam-Żegna was Córka Nocy wraz z mężem.
On jakby to usłyszał i się odwrócił. Widać było w jego oczach strach. Ale nie cofnął się aby stanąć do walki z nami. Szedł dalej ze swymi ludźmi w kierunku lasu. Nim minęło 20 min weszli do niego. A my rozmawialiśmy z Atarem.
-Ciekawie to załatwiłaś z nimi.-zaśmiał się.
-On słyszał o mnie i o Tobie. Powiedziałam to a on się odwrócił. Musimy szybko nakarmić Maxa i spadać stąd bo jeśli zauważą albo zobaczą że ich wódź nie żyje będziemy musieli stanąć do walki. A ja już na to nie mam siły.
-Masz rację. Tu masz krew. Daj ją Maxowi. Ja pójdę się przejść troszkę.
-Dobrze ale wróć o 2 min. Musimy się śpieszyć.
Atar odszedł a ja napoiłam i opatrzyłam Maxa. Kiedy mieliśmy już zacząć dalszą wędrówkę. Obróciliśmy się w stronę lasu, patrzyliśmy tam przez chwilę i ujrzeliśmy że wilkołaki biegną w naszą stronę. Atar wziął kolejny raz Maxa na ramię i chwycił mnie za rękę. Momentalnie przenieśliśmy się siłą myśli na pustkowia. Tutaj już rzadziej można było spotkać wilkołaka więc nie musieliśmy się już obawiać o nasze życie. Chociaż nieuniknione jest to że przed dojściem do pustelnika stoczyliśmy jeszcze jedną walkę. Ale o tym w kolejnym rozdziale.

================================================================
Tę notkę chciałabym dedykować w szczególności Patulce i wszystkim osobą które odwiedzają czytając a czasem nawet komentując moje opowiadanie. Jestem niezmiernie wdzięczna ludziom którym podoba się to co robię i lubią tu wchodzić i czytać moje wypociny. Nie wielu ludzi pisze takie opowiadania. Jest bowiem trudno coś takiego napisać.
Chciałam też ogłosić że następny rozdział ukaże się prawdopodobnie w czwartek 17.08.2006r gdyż wyjeżdżam. Mam nadzieję że wytrzymacie uparcie na ukazanie się następnej notki. Pozdrawiam wszystkich zarówno czytających i komentujących.

skomentuj | (3)



Rozdział 15: “Przed wejściem na pustkowia- część 1“

2006-08-12 | 17:45:52
Po 4 dniach.

Zanim wkroczyliśmy na pustkowia ostatni odpoczynek który był potrzebny nam wszystkim spędziliśmy w lesie. Zbliżało się do nocy. Leżeliśmy z Maxem pod drzewem i odpoczywaliśmy. Atar znalazł strumyk płynący w lesie nie zmącony żadną skazą. Leżeliśmy właśnie nie opodal niego. W pewnym momencie wstałam i podeszłam do Atara który napełniał nam baniaki z wodą abyśmy mogli choć troszkę zwilżyć nasz spierzchnięte usta. Coraz mniej mieliśmy krwi aby przeżyć. Trzeba było oszczędzać. Więc do tych pustych baniaków Atar nalewał wody. I mieszał zawartość dolewając krwi. Mieliśmy rozrzedzoną krew. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
-Witaj kochanie. Już wstałaś??-spytał się.
-Tak. Nie umiem już spać. A chciałabym się troszkę odświeżyć.
-To idź troszkę w górę rzeki. Tam jest małe jeziorko. Wezmę Maxa i przyjdę z nim tam do Ciebie.
-Dobrze kochanie. Będę już tam na was czekać.-po czym dałam mu buziaka i poszłam we wskazanym przez Atara kierunku.
Szłam wąską dróżką prowadzącą wzdłuż biegu rzeki. Obok mnie roztaczał się piękny las. Przez który ledwo przebijały się promienie słońca. Mimo wszystko było dojść jasno żebym nie musiała nadwyrężać oczu. Ubrani byliśmy w długie czarne płaszcze. Na naszych głowach spoczywały kaptury. Byliśmy już nie źle wykończeni tą wędrówką w nieznane. Nie poddawaliśmy się za to. Szłam tak i poczułam na sobie czyjś wzrok. Rozglądnęłam się czujnie dookoła i zobaczyłam wilkołaka. Udawałam że go nie widzę. Chcąc wiedzieć co zrobi. Szłam dalej. Posłałam Atarowi wiadomość o tym telepatycznie. Doszłam w końcu do jeziorka. Ziemia schodziła do niego także mogłam bez problemów tam zejść. Wilkołak nadal mnie czujnie obserwował ale nie zrobił nic aby doszło do walki. Dopiero kiedy ściągnęłam płaszcz i ubrania. I weszłam w bieliźnie do wody. Usłyszałam cichy szelest obserwującego mnie wilkołaka. Powiedziałam jeszcze Atarowi żeby nie przychodził narazie tutaj. Gdyż wiedziałam że może to być zasadzka na nas. Wilkołak skrył się za pobliskim drzewem i nadal mnie obserwował. Kiedy się obróciłam we wodzie aby popatrzeć mu w twarz zobaczyłam już jak podszedł do moich rzeczy z nadzieją że je zabierze. Patrzyliśmy sobie w oczy. Wyczuwałam u niego lęk ale i też dumę, pychę i wzniosłość za razem. Czyżby te kundle niczego się nie nauczyły od tej wojny w moim mieście?!-zadałam sobie pytanie retoryczne.
-Czego chcesz??-spytałam z grozą w głosie.
-To ja powinienem zadać to pytanie skoro wstąpiłaś do mego lasu.
-Ale zadałam pierwsza i się pytam czego chcesz ode mnie parszywy kundlu.
-Chcę zobaczyć co masz ze sobą i spytać się gdzie wędrujesz. Rzadko spotykam ludzi w tych stronach. A w szczególności takich jak ty.
-Co chcesz przez to powiedzieć?? Czyżbyś mieszkał sam w tym lesie??
-Nie mieszkam sam w tym lesie jeśli to Cię interesuje. Jest tu mała grupka wilkołaków takich jak ja. Co do Ciebie to nigdy nie widzieliśmy tak pięknej kobiety w tych stronach.
-Jakby było tak jak mówisz nie skradał byś się za mną przez cały czas. Widać jeszcze nie spostrzegłeś kim jestem. A szkoda. Daleko masz wioskę??-spytałam z ironią dla tego rodu.
-Nie. Niedaleko nas jest moja wioska. Czyżbym odczuwał ironię w twoim głosie??-spytał.
-Ha. Śmiesz się jeszcze pytać. Jestem Córką Nocy.-to na chwile wilkołaka wybiło z rytmu. Wiedział że Córka Nocy wędruje w tym kierunku ale nie wiedział na początku że dzisiaj się z nią spotka.
-Nie miałem pojęcia że mam do czynienia z wampirzycą. No proszę...- zaśmiał się. Wiedział że jestem ranna. Po chwili krzyknął do swoich:-Chłopcy wyłaźcie ze swych kryjówek! Mamy gościa!
Lecz nikt się z lasu nie wyłaniał. Zdziwiło to bardzo wilkołaka.
-Ha. Widzę jakich masz mężnych masz tych swoich podwładnych. Znasz moje imię. A teraz twoja kolej aby się przedstawić.-śmiałam się mu prosto w oczy.
-Nie powiem Ci mego imienia bo jest przeklęte od dzisiejszego dnia na wieki. Żegnaj Córko Nocy i mam nadzieję że nie będziesz wracać tą drogą z powrotem bo możesz nie wrócić skąd przyszłaś.- powiedział i próbował odejść. Wilkołak nie wiedział że mam w bucie sztylet schowany. Wyciągnęłam go i rzuciłam w sam środek pleców.
-Ode mnie się tak szybko nie odchodzi. Żegnaj zapchlony kundlu.
Podeszłam do wilkołaka i wyciągnęłam nóż z jego pleców.

skomentuj | (6)



Rozdział 14: “Max nie....!!”

2006-08-12 | 10:37:00
-Córko nic Ci nie jest??-spytał król wampirów.
-Ojcze troszkę mnie piecze po tej strzale ale myślę że będzie dobrze.-powiedziałam- A gdzie jest Max??
-Nie wiem Córko Nocy...-powiedział ojciec.
-Muszę go poszukać.-wstałam i pobiegłam rozejrzeć się po pałacu.
Przeszukałam cały pałac od góry w dół. Nie mogłam go znaleźć. Wyszłam przed główną bramę i tam zauważyłam Maxa jak walczy z wilkołakiem. Stanęłam jak wryta. Przecież on miał zostać w zamku. Zobaczyłam że drugi wilkołak zbliża się do niego od tyłu. Max go nie widział. Przeniosłam się siłą myśli za tego wilkołaka i z całej siły wypowiedziałam zaklęcie które go spowolniło. Max nadal walczył z tamtym. A ja po raz kolejny wypowiedziałam zaklęcie i z nieba wyleciał jakby smok który spalił mojego wilkołaka. Odciągnęłam w ostatniej chwili Maxa od jego wilkołaka i wbiłam mu w brzuch sztylet. Zawył z bólu. W tym czasie kiedy ja zabijałam wilkołaka, Max dostał strzałą w prawe płuco.
-Max nie...- zaczęły mi spływać łzy z oczu.-Nie wyciągaj strzały zaraz to sama zrobię. Ojcze weź Maxa na balkon. Zaraz do was dołączę.
Wyciągnęłam z zabitego wilkołaka mój sztylet. Poderżnęłam mu gardło i siłą myśli przeniosłam się na balkon. Max zapadł w śpiączkę. Wypowiadałam zaklęcie i wyciągałam powoli z jego rany strzałę. Rana się nieco zabliźniła.
-Córko ty i Max musicie udać się na pustkowia. Tam znajdziecie starego pustelnika który zna przeróżne zioła a one wam pomogą. Uzdrawia nas od tysięcy lat.
-Ojcze ale jak mam się tam udać. Jestem wyczerpana całą walką. Max jest w śpiączce. Muszę tu zostać i pomóc w walce.
-Córko nic nie musisz...-powiedział król- już wystarczająco dużo zrobiłaś dla naszego rodu. Jeszcze przyjdzie czas abyś mogła wykorzystać się w pełni. Jesteś wampirem od ok 14 dni. Nie możemy Ci pozwolić na działanie bo się wykończysz.
-Kochanie ojciec ma racje. Pójdę z wami na te pustkowia. Jeśli chcesz...-odezwał się Atar ale mu przerwałam.
-Oczywiście że chcę.-dałam mu buziaka.-tylko boję się o Maxa. Jak przetrwa tę podróż. Nawet siłą myśli nie dotrzemy tam za dzień.
-Nie bój się. Ty więcej wycierpiałaś w tej wojnie niż ja. Mam jeszcze dużo siły. Zresztą moje moce szybko się regenerują więc jak dalej nie będę mógł ich używać zastąpisz mnie. A potem jak wyczerpiesz swoje to znowu Cię i Maxa poniosę własnymi.
-Skoro tak mówisz to się zbieramy. Ojcze spowolnij czas dla ludzi. Moi rodzice będą się martwić.
-Nie mogę już tego zrobić. Ale jest coś co uda im się uwierzyć że ty to ty. Po prostu wyślę im Alexis która ma moc przemieniania się i zachowywania jak inni więc może być dobrym kameleonem. Dopóki Cie nie będzie.
-Dobrze. To my wyruszamy.-wstałam-do zobaczenia ojcze.
Atar wziął Maxa na ręce i poszliśmy do zamku zabrać jeszcze potrzebne rzeczy. Postanowiliśmy też że będziemy robić co jakiś czas przerwy na odpoczynek. Więc pozbieraliśmy wszystkie potrzebne nam rzeczy typu: koce, dodatkowe ubrania, jedzenie. No i przede wszystkim Atar musiał jeszcze wyruszyć na polowanie aby zebrać dużo krwi. Wiadomo na pustkowiach nie ma ludzi. A tego starca jak najbardziej nie chcieliśmy zaatakować. Kiedy wyruszaliśmy zwróciłam się jeszcze do Rothana.
-Rothanie bracie mam do Ciebie prośbę.
-Słucham pani.
-W takim miesteczku...-mówiłam mu gdzie ma znaleźć Audrę i że ma ją szkolić pod moją nie obecność.-Jakby nie uwierzyła powiedz jej że dzisiaj rozmawiałam z nią telepatycznie przy Tobie.
-Dobrze pani.
-Audra... słyszysz mnie??-spytałam Audry która spała gdyż zaczynało świtać, po czym dodałam:
-To ja Olga.
-Tak.
-Słuchaj ja z Maxem mamy dość duże obrażenia w wyniku tego nocnej wojny z wilkołakami. Nie wiem kiedy wrócimy. Musimy wylecieć na parę dni a może nawet tygodni z tego kraju. Przyjdzie do Ciebie jutrzejszej nocy wampir o imieniu Rothan. Będzie Cię uczył. Proszę Cię nie sprawiaj mu problemów. I nie rób głupot.
-Dobrze Córko Nocy. Będę posłuszna.
-Dobranoc Audro.
-Dobranoc-pożegnała się ze mną

Kolejny raz zwróciłam się do Rothana.
-Wszystko załatwione. Miej nad nią czujne oko bracie. Dowidzenia.
-Będę miał jak nad każdym swoim. Polecam Ci swoje usługi na przyszłość Córko Nocy. Dowidzenia.-pożegnaliśmy się.
Tak zakończyła się wojna z wilkołakami a rozpoczęła się nowa ścieżka. Pełna niebezpieczeństw ale może o tym w kolejnym rozdziale moich opowieści.

skomentuj | (4)



Rozdział 13: “Bestia”

2006-08-11 | 14:41:29
Kiedy bestia była dwa metry od pary małżonków wyciągnęła swoją łapę i uderzyła jednego z nich który odleciał i uderzył głową w pobliskie drzewo.
Tak to była Olga. Osunęłam się na ziemię ale nie straciłam przytomności. Na chwile nasze moce się rozeszły. Atar podbiegł szybko do mnie i chwyciliśmy się za ręce. Wypowiadaliśmy dalej zaklęcie. Znów nasze moce się połączyły i podbiegły aż pod niebo. Wszystko działo się bardzo szybko. Bestia podchodziła znowu. Gdy była przy nas w odległości dwóch metrów. I chciała wyciągnąć znowu swą łapę, uderzył w nią nasz pocisk ognia i mieczy. Bestia wyła z bólu. A moce obtoczyły ją i stworzyły bolesną poświatę. Bestia strasznie wyła. Wilkołaki którzy stali tuż za nią patrzyli na to co się dzieje z przerażeniem. W tym momencie nasi współbratańcy wyszli z zamku i z zaskoczenia zaczęli walkę z wilkołakami. My dalej z Atarem staliśmy trzymając się za ręce i wypowiadając zaklęcie. Nie widzieliśmy ich. Nie baliśmy się. Unicestwialiśmy powoli bestie.
-Olga... nie...- Atar widział jak leżę na ziemi z przebitym ramieniem przez zatrutą strzałę wilkołaków.
Bestia powoli otrząsała się z naszych mocy ale była słaba. Chciała podejść do mnie i zadać ostateczny cios. Udało mi się wziąć unik. Nie trafiła. Stanęłam na równe nogi. I wyciągałam strzałę wypowiadając zaklęcie. Rana się zabliźniła. Atar podszedł do mnie i znów chwyciliśmy się za ręcę:
-Nic Ci nie jest??-spytał.
-Troszkę piecze ale myślę że przestanie. Musimy złączyć siły. Ojcze zatrzymaj czas dla ludzi.-krzyknęłam do króla wampirów.
W tym momencie wszystko zaczęło się powoli dziać. Wilkołaki znacznie wolniej walczyły. Miały całą noc na walkę ale oni są po części ludźmi i trudno było im się przebić przez czas. Jedynie bestia nie odczuwała tego co się stało z czasem. Patrzyła na nas z nienawiścią płonącą ogniem w oczach. Powoli stawała.
-Niech pioruny niebios...-zaczynaliśmy nowe zaklęcie.
Wymawialiśmy je bardzo szybko. Kiedy bestia już prawie stawała na nogi z nieba uderzył w nią piorun. Z powrotem runęła na ziemię aż zaczęła się ziemia trząść. To kolejna rzecz która przeraziła wilkołaki. Zaczęli się bać. Przegrywali mimo że ich było więcej. Bestia została pokonana. Król wampirów, ojciec Atara przyleciał po nas i wziął nas na balkon z którego wcześniej spoglądałam w dół.

skomentuj | (1)



Rozdział 12: "Przygotowania i początek wojny"

2006-08-09 | 20:21:45
Weszłam z Atarem do sali zebrań. Wszyscy współbratańcy patrzyli na nas ze zdumieniem. Podeszłam do Maxa i powiedziałam:
-Wiem że to dla Ciebie trudne. Jednak od dzisiejszego dnia zależy nasz los. To będzie ostatnia moja lekcja w stosunku do Ciebie. Mam nadzieje że nie zginiesz. Uważaj na bestie.Pogodziłam się z Atarem i wzieliśmy w pośpiechu ślub. Później przyjdzie czas na wyjaśnienia.
-Dobrze rozumiem.
Odeszłam od Maxa i usiadłam szybko obok władcy na tronie. Król był smutny a zarazem szczęśliwy.
-Moje dzieci musimy ułożyć skuteczny plan walki z naszymi wrogami. Chciałbym też ogłosić że połączyłem przed chwilą o to dwoje moich dzieci. Olgę i Atara.- przerwał a w sali słychać było szepty- to nie czas na szepty. Grozi nam niebezpieczeństwo, ale w księdze umarłych pisze że córka nocy ma poślubić syna króla wampirów. Gdy to się stanie uda się nam pokonać wrogów.-kolejny raz przerwał.
Na sali słychać było znowu szepty ale po chwili zaczęli klaskać i bić gratulacje nowożeńcom.
-Bracia, wiem że chcecie nam pogratulować ale teraz nie mamy czasu musimy szybko wymyślić jakiś plan obrony. Ja z mężem pokonam bestie ale obawiam się że braknie nam sił na dalszą walkę. Musicie im stawić czoło.
Wszyscy ucichli w momencie. Atar się zapytał:
-Olhardzie co proponujesz??
I w tym momencie wszyscy zaczęli ustalać plan działania. Trwało to krótko niż by mogło się zdawać. Udało mi się wynegocjować żeby Max został w zamku. Bałam się o niego a był przecież nowym w tym świecie.Kiedy wszystko zostało już ustalone. Ja z Atarem siłą myśli przenieśliśmy się za zamek. W sumie za bestie. Bestia ta miała tylko jedno imię. Wolferd. Zaczailiśmy się w krzakach i czekaliśmy na rozwój sytuacji. Wilkołaki stały bez ruchu ale czujne na wszystko co ich otaczało. Jednym słowem wyczuwały najdrobniejszy ruch wampira. Odsunęliśmy się na dalszą odległość od tej bestii kolejny raz siłą myśli. Nie wolno nam było jej już używać do walki. Chciałam troszkę podejść ale Atar mnie zatrzymał. Rozmawiał ze mną telepatycznie:
- Gdzie idziesz??
-Chcę troszkę podejść i zawołać Wolfferda.
-Nie rób tego to zbyt niebezpieczne.
-Nie bój się dam sobie radę. Kocham Cię i wiem że mi się nic nie stanie.
-Jak co ostrzegałem Cię.

Jednak zrezygnowałam z podejścia do bestii. Siłą myśli podniosłam patyk i go złamałam. Wszystkie wilkołaki z tej strony były zwrócone w naszą stronę. Bestia powoli się obracała.
-Czego on naszego rodu chcecie??-spytałam dowódce który stał najbliżej mnie.
-Hahaha... chcemy waszej zguby kochane wampiry??
-Jeśli jesteśmy tacy kochani to dlaczego chcecie naszej zguby??
-Gdyż wiemy że nie jesteście nas w stanie pokonać a córka nocy się nie narodziła. Miała być już tego lata i teraz w tej wojnie nas pokonać. Ale czy ja ją gdzieś tu widzę??- zakpił dowódca i wszystkie wilkołaki zaczęły się śmiać.
-Tak. Oto jestem. Córką nocy. Niezliczonych gwiazd i pochłoniętej krwi. Niech cała moc nocy którą dostałam obejmie mnie...- wypowiadałam to zaklęcie a na około mnie powstawała ognista poświata koloru niebieskiego.- A to mój mąż który od dzisiaj będzie ze mną na wieki.
Atar wypowiadał swoje zaklęcie i naokoło niego pojawiły się miecze. Połączyliśmy ręce i nasze poświaty złączyły się wybuchając do góry aż pod niebo. Wilkołaki odskoczyły ze swojego miejsca. Zaczęły się cofać. Ale nie bestia. Ona zbliżała się do pary małżonków. Tym razem z oboje wypowiadali głośno zaklęcie które miało połączyć całkiem ich moce. Patrzyli sobie w oczy. Nie czuli strachu. Bestia przybliżała się coraz bardziej.

====================================================
No i miała być jeszcze jedna notka ale wolę was pomęczyć z ciekawością co stanie się dalej... wiem że jestem wstrętna kończąc rozdziały w takich momentach... Ale to potęguje ciekawość i wrażenia...
Jutro kolejna notka... a ja teraz wyruszam na polowanie...
Pozdrawiam wszystkich którzy to czytają i komentują...

skomentuj | (4)



Rozdział 11: "Zamek Wampirów i za ślubiny"

2006-08-08 | 22:19:18
Wszyscy wstali od stołu. Król i ja też ze swoich tronów.
-Co się stało??-spytałam.
-Armia wilkołaków oblega zamek. Ledwo się tutaj dostałem.- powiedział zdyszany Atar.
-Jak to możliwe??-powiedział król a reszta zgromadzenia powtórzyła za nim te słowa.
-Nie wiem. W każdym razie stoją przed zamkiem.- Atar mówił podchodząc do króla.
-Mają ze sobą to??-szepnął król do Atara.
-Niestety tak.
-Ojcze wyjaśnij mi co to jest??- odezwałam się do króla.
-Hmm.. córko tego nie da się wyjaśnić... Musisz to sama zobaczyć... Gdzie to jest??-zwrócił się do Atara.
-Na wschodniej granicy zamku.
-Córko chodź ze mną- ponaglał mnie król.
Przytuliłam się do niego a on wzniósł się na skrzydłach i polecieliśmy przez otwarte drzwi przez naszych braci na balkon. Kiedy stanełam na własnych nogach na zamku i spojrzałam z balkonu w dół. Zobaczyłam bestie. Wyglądała jak duży pies, miał 4 kły bardzo duże, w ślepiach paliły się ogniki.
-Co pisze w księdze ?? Jak można to pokonać ??- pytałam króla.
-Córko nocy.. jedynie ty możesz go pokonać i to właśnie z Atarem udało by się wam to. Ale musi was połączyć węzeł ślubny. Wtedy wasza moc będzie o wiele większa.
-Gdzie on jest..??-szukałam Atara.
-Tutaj jestem- wyłonił się zza drzwi wychodzących na balkon Atar.
-Jeśli mnie dalej kochasz, bo ja Cię nadal Kocham mimo tamtej chwili, zróbmy to i zostańmy ze sobą na zawsze- powiedziałam ocierając łzy.
Atar podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie.
-Królu jesteśmy gotowi na zaślubiny-odpowiedzieliśmy równocześnie.
Król nas pobłogosławił i połączył węzłem małżeńskim. Teraz trzeba było tylko zwołać braci i działać.

====================================================
Przepraszam że notka jest taka krótka ale jestem zmęczona i nie umiem się skupić. Dzisiaj trochę nowości wprowadzonych które myślę że się spodobają. Jutro dodam za to dwie notki. Pozdrawiam i przesyłam buziaki zarówno czytającym jak i komentującym.

skomentuj | (4)



Rozdział 10: "Pierwsze lekcje Maxa i Audra"

2006-08-07 | 20:33:56
Tę notkę chciałabym dedykować mojej kumpeli Natalii która pisze również swoje opowiadanie o Slipknot-girl17. Natuś dzięki za wsparcie duchowe...;)

****************************************************************
Śniły mi się wszystkie chwile spędzone z Atarem, wizyta w zamku i rozmowa z królem. A potem moje przeczucia i obawy w związku ze zgodą z nim. Nie chciałam na razie się z nim godzić. Wolałam poczekać.
Kiedy tak spałam nagle coś mnie obudziło. To był Max. Wstałam była godzina 18:00 (w sumie zwykła pora o której zaczynam polowanie). Siłą myśli z mojego pokoju przeniosłam się do Maxa. Siedział nad jeziorem. Nad tym przy którym rozmawialiśmy ze sobą.
-Co się stało??- spytałam pogrążonego w myślach Maxa.
-Nic. Myślę że powinnaś mi coś więcej o sobie o rodzie i wogóle o tym świecie powiedzieć.
-Spokojnie. Już Ci mówię. Ale przed tym chciałabym zadać Ci pytanie i usłyszeć na nią odpowiedź.
-Odpowiem o ile będę wiedział o co chodzi.
-Czy chcesz zabijać tak jak ja?? Chcesz być moim uczniem??-spytałam
-To aż dwa pytania ale na oby dwa jest ta sama odpowiedź.
-Hmm... tzn.??- wampirom nie da się grzebać tak w umyśle jak ludziom więc nie miałam wyjścia i musiałam zapytać.
-Oczywiście że tak.
-Cieszę się bardzo. No więc tak...- zaczęłam mu opowiadać jak powstałam, jak zmieniło się moje życie, opowiedziałam mu wszystko włącznie z wczorajszą nocą. Siedział na chwile skulony i się zamyślał. Po jakich 10 minutach milczenia odezwał się w końcu:
-Naucz mnie zabijać dla krwi, przemieniać ludzi w wampiry, naucz mnie wszystkiego.-prosił mnie Max.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
-Max wszystkiego Cię nauczę nie ma się co martwić. Zaufaj mi.
Przeszliśmy się trochę wokół jeziorka. Rozmawiając i mówiąc mu jak ma zabijać i przemieniać ludzi w wampiry. Pokazałam mu gdzie ma wbić kły.
Szybko się uczył. Nagle usłyszałam jak któremuś z nas burczy w brzuchu ale to chyba nie mi. Ja zwykle poluje tak koło 21:00 a teraz była 20:30. Zaśmiałam się:
-Co?? Głodny??
-Bardzo śmieszne.
-Czas na polowanie.
Siłą myśli przenieśliśmy się do miasta w pobliżu wioski Maxa. Weszliśmy do parku i zauważyłam osobę siedzącą na ławce.
-Pierwszą osobę dzisiaj zabijesz. Drugą przemienisz. Potrzebujesz dzisiaj dużo krwi więc dlatego dwie osoby. Jesteś w końcu świeżo upieczonym wampirem-zaśmiałam się po cichu.
-Wiem. Tą osobę na ławce będę musiał zabić czy tak??-zapytał.
-Oczywiście głuptasie że tak. Pamiętaj tylko czego Cię uczyłam.
Rozglądnęłam się wokoło i nikogo nie zobaczyłam.
-Idź.. teraz..
Maxowi z zachwytu kły wyszły na wierzch. Podszedł do dziewczyny która siedziała na ławce. Chwycił za jej usta i wgryzł się w tętnicę.Wypijał z niej krew. Widać było że wracają mu siły. Kiedy zabił już swoją ofiarę. Położył ją w pozycji leżącej na ławce. Wrócił do mnie.
-Spisałeś się na medal- poklepałam mojego ucznia po ramieniu.- Gdzie teraz masz zamiar się znaleźć żeby przemienić osobę w wampira.
-Hmm... ta krew jest pyszna... nie mogę dzisiaj jeszcze jednej osoby zabić??-spytał z miną jakby coś nabroił.
-Niech się zastanowię.- udawałam że się namyślam-Myślę że na dzisiaj nie będzie potrzebna żadna przemiana. Jutro to potrenujesz. Ale ja muszę jeszcze dzisiaj kogoś przemienić.
-O wielkie dzięki Olga-skakał z radości że może wypić całą krew z ofiary.-Wiem że musisz dzisiaj jeszcze jedną osobę przemienić. Ja już chyba nie będę Ci potrzebny jako uczeń. Nauczyłaś mnie już dużo.
-Hola, hola... a co z klanem... muszę się tam dzisiaj z Tobą stawić. Co noc potem sam musisz tam schodzić...- powiedziałam trochę wkurzona.
-Ojj.. Olguś wiem o tym. Daj mi zabić jeszcze jedną osobę. A ty przy okazji też kogoś załatwisz ale na naszą stronę.
-Ty już mi nie mów co ja mam robić. Sama się tym zajmę.
-Wiem, wiem.
Przeszliśmy się po parku i zauważyłam drugą osobę na ławce tym razem to był chłopak. rozglądnęłam się i powiedziałam do Maxa:
-Masz idź... to twoja ofiara. Od jutra sam sobie wybierasz kto będzie twoją ofiarą.
Max podszedł do chłopaka od tyłu. Poruszał się bez szelestnie. Zamknął kolejny raz dłoń na ustach ofiary i wpił się w extazie w jego tętnice. Zrobił to samo co przedtem z kolejną ofiarą. Wrócił do mnie.
-Hehe... nie zostawiaj tak samo trupów bo ludzie coś skapną. No chyba że masz zamiar już tutaj więcej nie przychodzić to spoko.
-Nie mam zamiaru... No a teraz twoja kolej chcę widzieć jak przemieniasz.-zaśmiał się Max.
-Cii... ktoś idzie...- uspokajałam Maxa.
Zauważyłam że parkowym chodnikiem szła dziewczyna. Miała tak na oko 17 lat. Była wysoką z długimi czarnymi włosami. Ubrana cała na czarno. Miniówka, wysokie kozaki na obcasach. Czarna koszulka z napisem "Devil know's that you are posser". Na szyi był wisiorek ze znakiem szatana. Ubrana była dodatkowo w długi płaszcz.
Szła tą ścieżką parkową i nie zwracała na nic uwagi. Tak jakby się nie bała że za rogiem czyha na nią niebezpieczeństwo i to jakie niebezpieczeństwo. Kły radośnie wyszły mi z dziąseł. Siłą myśli znalazłam się przed nią. Przyciągałam ją do siebie myślami.
Obróciłam się do niej plecami i poszłam w stronę krzaków. Dziewczyna była pod wpływem moich myśli. Szła za mną niczego nieświadoma. Weszłam za krzaki i obróciłam się w jej stronę. Czekałam na nią aż dojdzie za mną. Kiedy doszła powiedziałam jej w myślach żeby się nie bała i obróciła się, zrobiła to bez zawahania. Podeszłam do niej i wgryzłam się w jej tętnicę. Po woli czułam jak ucieka z niej życie. Opuściłam ją na ziemię ledwo żywą. Wyciągnęłam z kieszeni mój sztylet i rozcięłam sobie nadgarstek. Otworzyłam jej usta i dałam jej się napić mojej krwi. Kiedy wypiła troszkę opuściłam ją na ziemię i przejechałam dłonią po nadgarstku. Rana zniknęła. Dziewczyna zasnęła. Musiałam nią wstrząsnąć aby wyszła z letargu. Otworzyła oczy.
-Kim jesteś??
-Jestem wampirem i ty już też jesteś. Mam na imię Olga. A to jest Max.- przedstawiłam ich sobie po czym dodałam:- Od dzisiaj nie nosisz imienia swojego starego imienia jakie by było. Nazywasz się Audra.Muszę znaleść Ci krew. Poczekaj tutaj z Maxem.
Kiedy ruszyłam w poszukiwaniu krwi dla Audry, Max wyraźnie zainteresował się nią. Długo rozmawiali na przeróżne tematy. Między innymi o tym jak on został wampirem. Oby dwaj byli świeżo upieczonymi wampirami.
Wróciłam jak najszybciej mogłam. Przyniosłam Audrze krew aby się posiliła i powiedziałam:
-Wypijesz tą krew a jutro nauczę Cię wszystkiego. Dzisiaj my z Maxem musimy jeszcze gdzieś zajść. Ale obiecuję Ci że jutro już z nami pójdziesz. Teraz jednak musisz iść do domu. Musisz wypocząć.
-Dobrze. Dzięki za wszystko. Do jutra. Pa Max. Pa Olga.- Audra pożegnała się z nami i poszła w kierunku swojego domu.
Chwile staliśmy z Maxem ale zaraz musieliśmy się zbierać na zebranie klanu. Wzięłam go za rękę i siłą myśli znaleźliśmy się przed zamkiem.
Weszłam do sali tronowej z świeżo upieczonym wampirem i powiedziałam:
-Witaj Ojcze. Przyprowadzam Ci nowego sługę. Takiego jak ja jestem.-ukłoniłam się z pokorą przed królem.Po chwili dodałam do Maxa:-Ukłoń się.
Max pośpiesznie ukłonił się władcy po czym zaprowadziłam go na miejsce przy wielkim stole. Zapoznałam go z wszystkimi i usiadłam na swoim miejscu. Opowiedziałam królowi jak dzisiaj świetnie się spisał i kim będzie kolejna osoba którą wprowadziłam do mojego świata. Mój król był wprost zachwycony. Co wręcz powiedział na głos:
-Moi drodzy.. Córka nocy spełniła słowa wczorajsze. Ma już na swym koncie obiecane dwie osoby. Jedna z nich wśród nas siedzi. a druga dzisiaj wprowadzona jutro stanie w tej sali. Czy ktoś jeszcze wywiązał się z tych słów które wczorajszej nocy padły??-zapytał król.
Wszyscy zaczęli mi klaskać oprócz Atara którego jeszcze nie było w sali.
-Zapytam jeszcze raz czy ktoś się tak sumiennie wywiązał z tego co wczoraj ustaliliśmy??-spytał jeszcze raz król po czym wstał.-Widzę że nikt. Trudno. Ale mam nadzieję że szybko wywiążecie się ze swoich obietnic.-Usiadł z powrotem na tronie.
-Ojcze mój..- szeptałam do króla- gdzie się twój syn umiłowany podziewa??
-Córko.. nie wiem.. Nie było go dzisiaj ze mną ani przed zebraniem ani teraz.
W tym momencie drzwi się otworzyły i wpadł Atar.

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Co się stało dowiecie się w kolejnym rozdziale. Dziękuję za komentarze i pozdrawiam oraz przesyłam buziaki moim czytelnikom.

skomentuj | (3)



Rozdział 9: "Zebranie klanu i prośby króla wampirów"

2006-08-07 | 16:40:05
Jeszcze nigdy nie opisywałam jak wygląda ów zamek gdzie zawsze spotykają się wampiry mego rodu. Teraz też tego nie zrobię ale opowiem wam jak wyglądało zebranie ów dnia kiedy przemieniłam tego chłopaka w Maxa.

Sala zebrań.
Król wampirów siedział na tronie. Zrobionych z czaszek. Obok nich były dwa mniejsze ale też ładnie zdobione trony. W jednym był miecz a w drugim ogień(wyryte oba na oparciach tych tronów) na oparciu króla był złączony miecz i ogień. Symbolizowały jedność, poparcie, siłę i władzę. Na tronie z mieczem siedział zawsze Atar. Ja zaś siedziałam na tronie z ogniem (niektórym wydawało się że to ogień wieczności).Król siedział po środku. Był wysoki. Miał czarne, krucze włosy opadające mu do łokci. Chyba jako jedyny z wampirów miał skrzydła. Nie mogłam wprost w to uwierzyć. Żaden inny wampir nie miał skrzydeł tylko on. Zachwycał mnie tym. Przy boku miał długi i bardzo ciężki miecz. Tylko przyszły lub obecny król mógł go podnieść.
(Ale dosyć tych opisów. I tak pewnie nie wiecie jak to wszystko wyglądało więc zachowam to dla siebie.)
W sali był duży stół przy którym siedzieli moi współbratańcy. Wszyscy debatowali na temat dzisiejszego świata. Rozmowę którą zdołałam zapamiętać właśnie opiszę:
-Co mamy zrobić?? Ród wilkołaków nie bezpiecznie się powiększa a my...?? - odezwał się Rothar.
-Myślę że jutro dołączy do nas kolejny wampir. Dzisiaj w nocy go stworzyłam.
Wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Pierwszy raz stworzyłam wampira. Wcześniejsze polowania były mordami.
-Moje dziecko... Coraz bardziej mnie zaskakujesz.-odezwał się król.
-Panie.. ty wiesz że musiałam się narodzić dla ciemności. Jestem waszym przeznaczeniem. Myślę że jeśli każdy z nas stworzy po dwa wampiry i będą oni równie tak szybko uczyć się jak my pokonamy obcy ród i będziemy żyli w spokoju. Pokonałam i tak największego naszego wroga Wolfgaina. Cóż jeszcze może być gorszego od tej paskudnej kłębki pcheł??
Król zamyślił się i odpowiedział:
-Moje dziecko nie wiesz jeszcze co jest od tego gorsze, ale nie czas o tym mówić. Masz wielką moc w sobie którą już po części wykorzystałaś. Jeszcze musisz się wiele nauczyć. Ale masz rację. Musimy stworzyć więcej wampirów. Jednak musimy obserwować zachowania ludzi. Bo możemy popełnić błąd a tego byśmy niechcieli prawda??-i spojrzał swym morderczym wzrokiem na swoich podwładnych.
-Oczywiście że niechcemy- wszyscy głośno wtórowali.
Rozmawialiśmy jeszcze o innych sprawach: głowie polityka i nasze życie prywatne. Ktoś musiał się zapytać co dzieje między mną a Atarem.
-Pani. Jeśli można wiedzieć co Cię łączy z najwyższym synem władcy??- spytał Olhard.
-Nie będę na ten temat drogi Olhardzie debadować.- powiedziałam po czym wstałam.- To nie jest temat do rozmów. Wybacz królu ale muszę już iść. Czas nas bardzo w dzisiejszych czasach ponagla a ja jeszcze mam parę spraw do załatwienia.- powiedziałam się po czym się ukłoniłam.
-Dobrze córko nocy. Ale mam nadzieje że zostaniesz dzisiaj w zamku. Chciałbym z Tobą poważnie porozmawiać.
-Dobrze Królu.- powiedziałam po czym odeszłam z sali tronowej.
Atar siedział na tronie i coś szeptał z królem. Po chwili wstał i powiedział że także musi opuścić salę. Gdy wyszedł Król powiedział:
-Moje dzieci... trudny jest los zakochanych... nie możemy się w ich życie wtrącać. Na dzisiaj to koniec naszego zebrania. Wróćcie do swych domów i spokojnie odpoczywajcie.
-Dowidzenia nasz królu i władco-zawtórowali wszyscy-Do jutrzejszego zmroku.
Po tych słowach wszyscy opuścili salę. Król nadal siedział na swym tronie i myślał. Weszłam do sali i usiadłam na swoim miejscu.
-Ojcze wampirów co troska twą duszę??-Spytałam.
-Ty i Atar dziecko moje. Dlaczego nie wybaczysz mu??On Cię nadal Kocha. Wybacz mu proszę..- powiedział zatroskany król.-Atar jest moim synem i chciałbym żebyś została królową w tym zamku. Proszę Cię..
-Ojcze ukochany.. nie wiem co mam powiedzieć.. ale narazie zdania nie zmienię. Atar musi zrozumieć że popełnił błąd w swoim życiu w stosunku do mnie.
-Rób jak uważasz moje dziecko ale proszę Cię abyś dała mu ostatnią szansę.
-Zobaczę co da się zrobić.- ucałowałam w policzek króla- a teraz wybacz ojcze ale muszę iść do domu. Za chwile zacznie świtać a ja muszę się wyspać. Dobranoc ojcze.
-Dobranoc córko nocy. Bądź rozważna i uważaj na siebie.- pożegnał się ze mną władca.
Wyszłam z zamku. Przeszłam się kawałek i rozmyślałam co będzie dalej. Czy mu wybaczyć i wrócić do niego. A może poczekać jeszcze kilka pełni księżyca. Nie wiedziałam co mam robić. Kiedy tak szłam zaczęło prawie słońce wychodzić. Szybko siłą myśli przeniosłam się na dach. Weszłam przez okno do pokoju po czym je zamknęłam i zasłoniłam żaluzje. Poszłam spać.

------------------------------------------------------------------------------------
Notka bez zbytnich sensacji, mam nadzieje że również się spodoba.

skomentuj | (4)



Rozdział 8: "Tęsknota i nowy przyjaciel"

2006-08-03 | 19:30:11
Wypuściłam Atara z piwnicy. Kiedy wychodziliśmy z domu Joanny Atar spojrzał na mnie ostatni raz dzisiaj. Odwróciłam wzrok i czekałam aż sobie pójdzie. Jednak on się zbliżył do mnie i dał mi ostatniego całusa w policzek.
-Żegnaj ma królowo nocy- mówił to ze smutkiem w głosie.
-Żegnaj.- powiedziałam oschle ale łza poleciała mi z oczu.
Atar chciał ją wytrzeć ale nie pozwoliłam mu na to. Odepchnęłam jego rękę i powoli odchodziłam w stronę mojego domu. Stał tam dłuższą chwile. Nie wiem co potem się stało.

*************************

-Już jestem!- krzyknęłam do rodziców którzy siedzieli w pokoju i oglądali telewizje. Leciał jakiś nudny serial. Podeszłam do mamy i dałam jej całusa.
-Idę spać mamo.- powiedziałam.
-Dobrze córciu.
Poszłam na górę. Przebrałam się w nocne ciuchy na polowanie. Usiadłam na oknie i rozmyślałam. Teraz nie miałam już nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Opowiedzieć mu o wszystkim. Straciłam osobę którą najbardziej kochałam. Dlaczego kazałam mu odejść..?? Czy nie mogłam zachować się milej..?? Ale ja jestem wampirem i nie mogą być miękka- te słowa i pytania chodziły mi po głowie. Jednak trzeba było wyruszyć na polowanie. Zgłodniałam przez ten czas. Zeszłam z okna i siłą myśli przeniosłam się do jakiejś odległej wioski od mego miasta. Szłam przez pola. Z oddali widziałam jakiegoś rolnika co jeszcze o tej porze pracuje na roli. Chwyciłam go za rękę i wbiłam swe kły w jego szyje. Czerpałam przyjemność z wypijania z niego krwi. Chciałam zmienić go w wampira. Kiedy czułam że ledwo żyje puściłam go aby upadł na ziemie. Przecięłam swój nadgarstek i wylałam krew do jego ust. Kiedy wypił trochę przetarłam ręką nadgarstek i rana zniknęła. Gość zasnął na chwilę. Wstrząsnęłam nim. Obudził się. Przypatrzyłam się mu uważnie. To był młody chłopak miał ok. 17-18 lat krucze czarne włosy sięgające do ramion. Oczy miał niebieskie tak jak ja. W nich było coś przyciągającego. Obserwowałam chłopaka przez chwilę który był nieco zszokowany jeszcze tą sytuacją.
-Witaj w moim świecie. Jestem Olga. A ty od dziś nazywasz się Max. Wybacz głupio zaczęłam- opuściłam głowę.
-Nie no spoko... widze że nie jesteś w najlepszym stanie do polowań na ludzi. Stało się coś??- spytał Max.
-No raczej tak.. Ale nie chcę o tym teraz mówić. Znasz tu jakieś miejsce bo nie chcę sterczeć na środku pola. Jeszcze ktoś nas zobaczy. Zresztą dzisiaj muszę upolować Ci pierwszą ofiarę abyś mógł być silny.
-Dobrze przejdźmy się. Widzisz pójdziemy prosto tam jest las. Podobno zakazany. Nigdy tam nie wchodziłem.
-Ja dopiero co przez niego przeszłam. Tam było jeziorko po drugiej stronie. Daj mi rękę.
Max podał mi rękę i siłą myśli przeniosłam się tam. Staliśmy teraz na brzegu jeziora. Przeszłam wzdłuż brzegu i usiadłam na mokrej trawie.
-Dlaczego zamieniłaś mnie w wampira??-spytał łagodnie Max.
-Poza Atarem nie miałam nikogo. Mam rodzinę ale oni nie mogą wiedzieć kim jestem. Żyje normalnie. I w dzień i w nocy. Nie lękam się słońca. Ty również nie będziesz. Najpierw jak Cie zobaczyłam chciałam Cie zabić ale tak bardzo byłam samotna. Potrzebowałam z kimś porozmawiać.- zwierzałam się mu.
-Rozumiem Cię. Tu we wsi też nie mam znajomych. Czasem pojadę do miasta jak mam dzień wolny troszkę się rozkręcę ale to i tak nic nie zmienia. Powiedz mi dlaczego nie boisz się światła?? I dlaczego ja mam się go również nie bać??-spytał Max.
-Odziedziczyłam to po Atarze. Kogokolwiek stworzę dostanie coś z mojej mocy. Światło dzienne nas tylko drażni. Nie czujemy się wtedy najlepiej ale potrafimy żyć po prostu nam ono nie przeszkadza. Nawet się z tego cieszę bo gdyby rodzice dowiedzieli się kim naprawdę jestem znienawidziliby mnie.
-Nie bój się nikomu nie powiem. Sam będę się zachowywał normalnie. Tylko potrzebny mi jakiś kosmetyk żeby nie widzieli mojej bladości- roześmiał się Max.
-Hehe... wiesz jak chcesz mogę od razu wypudrować nosek i zostawić Ci mój puder. Jutro kupie sobie nowy. Tobie również jeszcze jeden bo w tym już jest mało.
-No nie ma sprawy. Ale wolałbym żebyś zapłaciła za moje pieniądze.
-Nie.. powiedzmy że to będzie ode mnie prezent. A za prezenty się nie płaci.
-Dobrze skoro nalegasz.
-Chodź tu. W końcu trzeba coś z tą twoją twarzą zrobić.- powiedziałam do Maxa.
Max podszedł do mnie i zabrałam się do roboty. Wyciągnęłam puder z kieszeni płaszcza i wtarłam równomiernie w jego skórę. Wyglądał o wiele lepiej. Ale trzeba było mu troszkę rysy twarzy poprawić. Szybko uporałam się z tym i mogliśmy iść. Chciałam coś upolować dla niego więc chwyciłam go za rękę i siłą myśli przeniosłam się do parku w moim miasteczku. Zobaczyłam tam chłopaka który siedział na ławce. I myślał. Podeszłam do niego od tyłu. Zanim wbiłam się mu kłami w szyje rozglądnęłam się czy ktoś nie idzie. Nikogo nie było. Chwyciłam chłopaka za usta i wbiłam się w szyje. Wypijałam krew. A chłopak umierał. Po prostu zasnął na ławce. Wypowiedziałam szeptem zaklęcie i rozcięłam ponownie nadgarstek. Przy sobie miałam butelkę 0,5l wlałam tam krew. Wszystko się zmieściło. Przejechałam ręką po rozciętym nadgarstku i nie było widać przecięcia. Podałam butelkę Maxowi. Najwyraźniej mu krew smakowała gdyż pijąc pomrukiwał. Powiedziałam mu jak ma się poruszać siłą myśli. Szybko się uczył. Chwyciłam go ostatni raz za rękę i zaprowadziłam go na miejsce gdzie się pierwszy raz spotkaliśmy. Powiedziałam mu jak ma mnie zawołać kiedy będzie chciał pomocy albo kiedy będzie już gotowy. Pożegnałam się z nim i poleciałam na zebranie klanu. Przez całą drogą na zebranie myślałam o Atarze. Kochałam go.

skomentuj | (1)



Rozdział 7: "Szczęście nie trwa wiecznie: Rozstanie".

2006-07-31 | 19:44:16
Kiedy rodzice pożegnali się z Atarem gdy wychodził już z domu. Ja szybko jeszcze pobiegłam do domu i napisałam mu szybko na kartce żeby był u mnie w pokoju o 22.00 bo mam dla niego niespodziankę. Gdy mój skarb już wychodził włożyłam mu kartkę do kieszeni od marynarki i dałam całusa na pożegnanie. Zamknęłam drzwi i wtedy usłyszałam w mej głowie jak piorun uderza słowa:
Kochanie... ratunku... Wiedziałam kto to powiedział. Szybko wybiegłam z domu mówiąc rodzicom, że zapomniałam porozmawiać z Atarem. Stałam na ulicy. Patrzyłam dookoła ale nie mogłam nikogo znaleźć. Wtem z zza rogu wyszła Joanna. Ubrana w czarną kieckę która sięgała jej do kolan. Popatrzyłam na nią i w myślach zaczęłam ją bombardować pytaniami.
-Gdzie on jest?? Żmijo co mu zrobiłaś?? Jeszcze Ci mało?? Odpowiadaj bo przekonasz się jaka jestem. Słowa w jej głowie huczały tak że aż upadła na ziemie. W myślach mówiła:
Nic Ci nie powiem. Wiem kim jesteście. Dlaczego na was nic nie działa??... Ałaaaaaa.....
Oj.. skarbie chyba za mało wycierpiałaś?? Myślisz że nie umiem czytać Ci w myślach?? Chcesz być taka jak my czy może mam Cie zabić...?? Odpowiedz Żmijo wstrętna... Ale załatwię Cie tak że nikt nie będzie Cię mógł uratować, z nikim nie będziesz rozmawiać bo każdy będzie Cię nienawidział... Zobaczysz co potrafię.. ja jestem złem i dobrem, szczęściem i bólem, dniem i nocą, nie pokojem i spokojem wiecznym... Nikt mnie nie pokona a w szczególności ty... jesteś za słaba... albo mi powiesz gdzie jest Atar albo pogrzebie sobie w twojej pustej jak nicość głowie i sama się dowiem... Joanna aż tarzała się i krzyczała z bólu po ziemi. Siłą umysłu przeniosłam nas na cmentarz. Ten na którym pokonałam Wolfgaina. Rozejrzałam się i zobaczyłam jeszcze szczątki mojego wroga. Joanna nadal klęczała. Bała się wstać. Wyczuwałam to i powiedziałam:
-Wstań.- tym razem mówiłam normalnym moim głosem. Joanna wstała i popatrzyła mi w oczy. Patrzyłam na nią przeraźliwie i wystraszyła się gdyż próbowała uciekać. Nie pozwoliłam jej na to. Kiedy uciekała pojawiłam się przed nią. Stanęła a w jej oczach był straszliwy lęk. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Spróbuj wykręcić mi rękę.
-Ale po co?? Chcesz mieć złamaną??- pytała ogłupiona.
-Wykręcaj i nie gadaj.- wydarłam się na nią swoim przeraźliwym głosem. Wystraszyła się ale wykonała polecenie. Patrzyła mi w oczy a ja z uśmiechem przyjmowałam ból jaki mi zadawała. W końcu nie wytrzymała i puściła moją rękę.
-Nie proszę nie rób mi nic złego.- wypłakała przez łzy.
-Nie zrobię Ci nic pod dwoma warunkami.
-Jakimi??-spytała.
-Po pierwsze. Masz mi od razu powiedzieć gdzie jest Atar. A po drugie. Masz nikomu słówkiem nie pisnąć kim jesteśmy i co tu się działo.
-Dobrze. Powiem. Ale nie teraz. Chcę wiedzieć gdzie jesteśmy.- powiedziała przez łzy które strumieniami leciały po jej twarzy.
-Chcesz wiedzieć gdzie jesteśmy?? Zaraz Ci pokażę.
Wzięłam ją za rękę i pokazałam jej martwe ciało wilkołaka.
-Zgadnij kim on był i co robi tutaj ten wóz w kraty??- spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Nie mam pojęcia. Ale to wygląda jak wilk.
-W pewnym sensie tak. To martwy wilkołak. Który był silniejszy ode mnie a którego pokonałam. Jego głowa leży gdzieś tutaj. Może chcesz popatrzeć?- zaśmiałam się pytająco.
-Nie dosyć. Ja chcę do domu.- Zaczęła krzyczeć.
-Hola, hola, nawet nie wiesz gdzie jesteś. Stąd tak szybko się nie wychodzi. Jesteś na starym cmentarzu poległych wampirów. Tu panuje porządek. Wolfgain ten którego ciało widziałaś chciał mnie i Atara tutaj ukatrupić. Jednak ja byłam sprytniejsza. Nie pozwolę zhańbić mego rodu.
-Dobra, dobra.. czego chcesz??-spytała bardziej pewna siebie.
-Ty już dobrze wiesz czego.
-Nie powiem i nie dotrzymam tego co powiedziałaś.
-Jesteś pewna??
-No jasne że tak. Będę się bała jakiegoś wampira.- w tym momencie wyciągła krzyżyk myśląc że mnie to powali.Zaczęłam się śmiać kpiąco z niej.
-I ty szmato myślisz że to Ci coś da. Wierzysz w te bzdury nie wiem po co. Ja i Atar jesteśmy na te zabobony uodpornieni. Tak samo jak za światło dzienne. Nie pokonasz mnie.-śmiałam się teraz fest groźnie. Aż laska się przestraszyła na cacy.
-hmm.. i co ja mam teraz zrobić??- pytałam się samej siebie lecz na głos.- ooo... już wiem.. czas pogrzebać w twojej główce.
W tym momencie zahipnotyzowałam ją i wyciągnęłam potrzebne mi informacje. Dodatkowo żeby przypadkiem czegoś ta papla nie wyszczekała, wymazałam jej pamięć i włożyłam tzw. zastępczą. Teraz jak mnie widziała to zarazem się mnie bała i lubiła więc miałam z nią spokój na wszystkie lata.
Użyłam kolejny raz siły myśli tak aby znalazła się w swoim domu. Przegrzebałam całą piwnicę i znalazłam Atara. Kiedy mnie zobaczył spytał:
-Kurczę musiało tak długo to trwać..??
-Ja też się cieszę że Ciebie widzę ale zdaje mi się że posiedzisz tu z moją koleżanką- powiedziałam z irytacją w głosie.
-Przepraszam.- Atar wiedział że jest teraz na mojej łasce.
Uwolniłam go ale kazałam mu spadać jak najdalej ode mnie. Po prostu facet przecholował. Kochałam go bardzo ale nie mam zamiaru żeby ktokolwiek mnie tak traktował a przynajmniej nie chciałam żeby to był on.

skomentuj | (1)



Rozdział 6: "Powrót do zdrowia i zapoznanie Atara z rodzicami- część 3".

2006-07-31 | 19:43:27
Kiedy rodzice wyszli z domu przeniosłam się siłą myśli pod pobliski sklep. Weszłam do środka i kupiłam wszystko co było mi potrzebne. Wróciłam do domu ale dla bezpieczeństwa szłam tak jak bym nie była wampirem. Nawet dobrze się stało bo spotkałam sąsiadkę która nazbyt mi dokuczała. Miała na imię Joanna.
-Oooo... kogo ja widze? Czyżby matka nie umiała sama zajść po zakupy?- zaśmiała się wrednie.
-Mama pojechała z tatą po farbę na malowanie mojego pokoju. A że ja mam dzisiaj gościa i chce żeby byli przy tym rodzice to robie zakupy żeby się przygotować. Niestety ty tym gościem nie będziesz a jeśli wejdziesz do mojego domu to przekonasz się co potrafię.- odpowiedziałam jej równie hamsko z nutką ironii w głosie.
Zaskoczona tym poszła przed siebie, ja jednak wiedziałam że sobie nie odpuści. Ona jest nazbyt ciekawska i zawsze wciska nos w nie swoje sprawy.Nie lubiłyśmy się chyba od zawsze.
Była godzina 17:25.
Weszłam do domu i zaczęłam przygotowywać go na poznanie mojego słodkiego wampirka z rodzicami.
My z Atarem, nie wiem w sumie z czego to wynika zachowaliśmy jedną z charakterystycznych rzeczy dla człowieka. Potrafimy jeść tak jak człowiek ale wolimy jednak krew. W końcu jesteśmy wampirami.
Przyniesione zakupy szybko rozpakowałam, kładąc na stół w kuchni najbardziej potrzebne mi rzeczy. Zabrałam z szafki dużą miskę i zaczęłam kroić warzywa na sałatkę. Najpierw pokroiłam szybko i sprawnie 2 duże ogórki zielone, 4 pomidory, 4 papryki. Potargałam sałatę strzępiastą. Wyciągnęłam z pudełka fetę i zrobiłam sos winegree (nie wiem jak się to pisze, więc nie opieprzajcie mnie za błąd). Wszystko znalazło się w misce i zostało przeze mnie bardzo dobrze wymieszane. Do tego miałam zamiar zrobić udka z kurczaka ale bardzo dobrze wypieczone w piekarniku. Kiedy udka znalazły się w piekarniku nastawione na odpowiednią temperaturę, ja w tym czasie poszłam przygotować pokój gościnny na przyjęcie mojego gościa wraz z moją rodzinką. Wszystko szło pomyślnie. Stół został nakryty ślicznym białym jak śnieg obrusem. Miało być nas czterech więc porozkładałam sztućce, talerze i lampki na wino. Na tą okazję kupiłam najlepszej jakości "Vernion". Jest to białe wino półsłodkie, które doskonale komponuje się z posiłkiem, który przygotowałam.
Tak się pochłonęłam tym przygotowywaniem że nie patrzyłam na zegar. Na moje szczęście zabił głośno wskazując godzinę 18:15. W tej chwili poszłam do kuchni sprawdzić jak się mają moje udka. Otworzyłam piekarnik i dotknęłam jednego z ud. Akurat zrobiły się przed czasem. Musiałam je na chwile wyjąć. Wyłączyłam piekarnik i odczekałam 5 minut. Po czym włożyłam z powrotem moje udka do piekarnika aby były ciepłe. Wróciłam się do pokoju gościnnego gdyż zapomniałam postawić świeczki na stole i wino. Zrobiłam to szybko. Uwijałam się jak w ukropie ale nie na darmo. Kiedy skończyłam przygotowania, schowałam moje specjały w kuchni i poszłam się przebrać. Ubrałam się w sukienkę od Atara i zrobiłam makijaż taki jaki wcześniej próbowałam. Kiedy byłam już gotowa spojrzałam w lustro. Wyglądałam wprost cudownie. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu i postanowiłam sprawdzić kto to przyszedł. Wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach. Okazało się że mama z tatą już wrócili ze sklepu.
-Córeczko wyglądasz uroczo- powiedzieli równocześnie kiedy mnie zobaczyli jak schodzę.Widziałam ich zaskoczenie na twarzach.
-Wiem moja kochana rodzinko. A to tylko dlatego że mój uroczy chłopak sprawił mi taki prezent- w tym momencie z uśmiechem pokazałam ręką suknię.
-To widze że ten twój chłopak musi naprawdę dbać bardzo o Ciebie. Cieszę się że na takiego trafiłaś.- powiedział tata z wyraźnym już uśmiechem na twarzy.
-No on dba i to fakt. Jacku a kiedy ja ostatni raz dostałam od Ciebie róże?- spytała ze śmiechem w głosie mama.
-Poczekaj na chwilkę kochanie.-powiedział tata. Szybko się ubrał i wybiegł z domu.
-Ah.. Ci faceci.... zawsze zapominają o własnych partnerkach.- powiedziała mama.
-Mamuś, daj spokój... to już ich natura... ale tata i tak pobiegł więc coś to znaczy... liczy się gest i chęci.- powiedziałam.
-Masz rację córciu. Wiesz dam mu gorącego buziaka za to.
Odwróciłam się niedbale i spojrzałam na zegar w kuchni. Była już 18:55. Jeszcze tylko pięć minut..-myślałam sobie w duchu. W tym momencie otworzyły się drzwi a do domu wkroczył tata z dużym bukietem kwiatów dla mamy. Niósł je w wazonie do sypialni.
-Kochanie jesteś u góry?- spytał.
-Mama jest w łazience.-powiedziałam.
-To dobrze. Bo jak wyjdzie to zobaczy ten ogród róż w naszym pokoju.- zaśmiał się cicho tata.
-Wyobrażam sobie minę mamy.- również zażartowałam.
Tata poszedł do sypialni i postawił na podłodze obok łóżka te piękne róże i zszedł na dół.
Mama wychodząc z łazienki nie zauważyła tych róż. Ale kiedy zaczęła się ubierać i chciała podejść do łóżka aż ją zatkało. Wiedziała że ma mało czasu więc szybko się ubrała. Kiedy wychodziła z pokoju żeby zejść na dół akurat rozległ się dzwonek do drzwi w tym samym momencie również wybiła godzina 19:00. Nikt nie był tak punktualny jak Atar. Stał w domu z dwoma bukietami róż i butelką whisky. Przywitałam go z rodzicami i zaprowadziłam wszystkich do pokoju gościnnego gdzie wszystko już było gotowe. Dostałam bukiet od mojego wampirka, drugi wręczył mojej mamie. A butelkę whisky podał mojemu tacie.Który zażartował:
-Ten chłopak nie wiem skąd wie że kobiety lubią kwiaty a mężczyźni alkohol.
-Panie Jacku... taka już ta nasza natura.-uśmiechnął się Atar.
***
Wszystko przebiegło pomyślnie. Rodzice bardzo polubili Atara a wszystkim smakowała kolacja którą przygotowałam.
W sumie było by to wszystko ale było jeszcze jeden fakt który opiszę w kolejnym rozdziale z mojego wampirycznego życia.

skomentuj | (0)



Rozdział 6: "Powrót do zdrowia i zapoznanie Atara z rodzicami- część 2"

2006-07-31 | 19:42:23
-Ależ kochanie przecież musiałam Cię uratować... to co zrobiłam było ze szczerego serca...-mówiłam.
-Dobrze Moja Królewno-dał mi buziaka po czym powiedział- teraz idź założyć tą suknię bo chcę wiedzieć czy Ci się podoba i czy dobrze leży na Tobie...-powiedział i uśmiechnął się zalotnie do mnie.
-No dobrze już idę się przyjrzeć temu cudu co mi przyniosłeś- dałam mu buziaka i poszłam się przebrać.
Stałam przed lustrem. Wpatrywałam się w moje odbicie. To było naprawdę nadzwyczajne. Ta suknia leżała bardzo dobrze na mnie a wyglądałam w niej super. Była czarna do kolan, ale na ramiączkach. Podkreślała figurę i dodawała jej uroku. Zastanawiałam się czy jakieś biżuterii nie założyć do niej. Poszłam do pokoju i zobaczyłam jak Atar rozkłada się na łóżku. Kiedy weszłam momentalnie stanął jak wryty. Otworzył usta i zaniemówił. Po długim okresie ciszy odezwałam się:
-Skarbie co tak milczysz??
-Eeeee... wiesz... eee... po prostu nie umiem słowa wydusić... tak uroczo w niej wyglądasz...- Atar bełkotał coś pod noskiem ale wiedziałam że prawdę mówi.
-Kochanie ty tylko poczekaj na noc...-roześmiałam się.
-Mmmm... z przyjemnością.-zamruczał.
-A teraz już zmykaj i przyjdź tak o 19:00 będę już czekać na Ciebie z rodzicami. Kochanie tylko wejdź głównymi drzwiami proszę Cię.- powiedziałam i dałam mu namiętnego buziaka.
-Dobrze Królewno będę o 19:00.-również dał mi buziaka- Do zobaczenia Kochana.
Pomachałam mu na pożegnanie.
Stałam tak długo przy oknie że jak dopiero zegar wybił 16:00 to się ocknęłam. Szybko ściągnęłam suknię i poszłam szukać kosmetyczki. Zastanawiałam się jaki sobie makijaż zrobić. Zdecydowałam się że kredką pomaluje kąciki powiek i nałożę na powieki ciemnobrązowy cień. Usta pomaluję też na ciemny kolor. Wybrałam do tego celu brąz podchodzący całkiem pod czerń. Dobrze że na tej pomadce jest taki brązowy brokat. Doda to tylko uroku ustom i podkreśli kolor oczu. Na policzki nałożę także brązowy puder i podkład żeby nie wyglądać jak zmora z dna piekielskich.
Zmyłam makijaż kiedy wybiła 16:45. Tata już wrócił więc poszłam się przywitać.
-Cześć Tato.-dałam mu cmoka na powitanie. U nas to rodzinne.
-Witaj córciu. Widzę ze się dowiedziałaś od mamy ze się zgodziłem na malowanko twojego pokoju.-powiedział tata.
-Tak. Mama mi mówiła. Tato mam jedną prośbę do Ciebie nie siedźcie długo na mieście. Mam dla was niespodziankę. Mamie już troszkę mówiłam i z pewnością powie Ci w drodze. Wróćcie tak o 19:00 dobrze?? Albo troszkę wcześniej.- powiedziałam.
-Dobrze. Skoro mnie tak ładnie prosisz-zaśmiał sie tata.
-Dziękuję. Mam nadzieje że będziecie zadowoleni. Idźcie już bo wam za chwile sklep zamkną...- zaśmiałam się również.
-A gdzie Twoja mama??- spytał tata- jeszcze nie gotowa. Idź po nią córciu.
-Dobrze Tato już tam idę ją ściągnąć.- zachichotałam i poszłam po mamę.
Była w sypialni.
-Mamo tata na Ciebie czeka.
-Dobrze już schodzę do niego.- powiedziała mama.
Spięła jeszcze włosy, zabrała torebkę i poszła do taty.
Krzyknęłam ze schodów:
-Nie zapomnijcie się pojawić przed 19:00! Miłych zakupów!
Poszli i nie wiem czy słyszeli. Ja też powoli zaczęłam się zbierać do wyjścia.

skomentuj | (0)



Rozdział 6: "Powrót do zdrowia i zapoznanie Atara z rodzicami- część 1"

2006-07-31 | 19:41:07
Minęło kilka dni

Atar wrócił do zdrowia. Cały czas kuracji spędził u mnie. Kiedy całkiem wyzdrowiał wrócił do siebie. Jednak każdą noc spędzał ze mną. Postanowiliśmy razem z Atarem że zapoznam go ze swoimi rodzicami. No i wypadło na dzisiaj. Atar przychodzi do mnie.
Była brzydka pogoda więc poszłam porozmawiać z mamą. Zeszłam do kuchni:
-Cześć mamo-przywitałam się z mamą która akurat robiła śniadanie.
-Cześć córeczko-mama dała mi buziaka w policzek.
-Rozmawiałaś z tatą na temat mojego pokoju??-spytałam.
-Tak. Zgodził się. Dzisiaj jedziemy po farby i od jutra zaczniemy malować.
-Cieszę się- zaczęłam aż skakać z radości ale potem się uspokoiłam i dałam mamie całuska- mamo... chciałabym tobie i tacie przedstawić pewnego chłopaka... jestem z nim już jakiś czas no i jesteśmy ze sobą. Nie mówiłam nic wcześniej bo nie wiedziałam co z tego wyjdzie. Chciałabym żebyście go poznali i zaprosiłam go dzisiaj wieczorem. Nie masz nic przeciwko??-spytałam.
-Absolutnie nie mam. Ostatnio z tatą zaczęliśmy się zastanawiać czemu tak często znikasz z domu. No w sumie domyślaliśmy się że nie chodzi o Izabell tylko o jakiegoś chłopaka. Mimo wszystko cieszę się że mi powiedziałaś.
-Niema za co. Mamo ja idę do pokoju. Musze się przygotować na jego przyjście. O której jedziecie po farby??-spytałam.
-Hmmm... no nie wiem, pewnie jak tata wróci z pracy czyli tak koło 17:00.
-Aha... wiesz to zostaw mi pieniądze. Ja przejdę się do sklepu zrobić jakieś zakupy i przygotuje pogój gościnny.
-Dobrze zostawię Ci pieniądze tutaj w kuchni.
-Mamo nie obrazisz się ale nie będę jeść teraz. Nie czuję się głodna.
-Dobrze córciu idź i się tam szykuj.
-Dziękuję jesteś kochana- tym razem dałam mamie całusa na pożegnanie.
Pobiegłam do pokoju przetrząsnąć szafkę za jakąś seksowną i odpowiednią kiecką. Po 3 godzinach szukania nic nie znalazłam. Siadłam na oknie i zaczęłam myśleć o Atarze. W pewnym momencie poczułam jak ktoś całuje mnie namiętnie w szyje. Atar stał za mną i obejmował mnie w pasie.
-Cześć Moja Lekarko Słodka-szeptał i dalej całował mnie w szyję.
Odwróciłam się i zobaczyłam że ma jakąś suknię powieszoną na ramieniu. Spytałam się:
-Co tam masz Mój Królewiczu Nocy??
-To dla Ciebie na dzisiejszy wieczór.-powiedział i złożył piękną czarną suknię w moje ręce.
-Kochanie a z jakiej to okazji postanowiłeś zrobić mi prezent?? Nie mówiłam Ci że nie mam w co się ubrać na poznanie Cię z rodzicami. Jak się zorientowałeś??-spytałam zaciekawiona.
-Moja Królewno ten prezent jest podziękowaniem za twoją troskę o mnie, opiekę którą mi dałaś jak i za pokonanie Wolfgaina. To był mój największy wróg. Ja nie umiałem go pokonać a Ty jako młoda podopieczna pokonałaś go.-mówił a w jego oczach zobaczyłam głębokie wzruszenie.

skomentuj | (0)



Rozdział 5: "Samotność i odnalezienie Atara-część 2"

2006-07-30 | 19:21:14
Wolfgain podszedł do mnie i próbował mnie uderzyć. Odskoczyłam i wypowiedziałam słowo którego nie znałam. Mój przeciwnik zaskoczony tym zaczął obracać się w powietrzu. Wypowiedziałam jeszcze jedno słowo i jego wir w którym się znajdował przyśpieszył swój ruch. Wolfgain krzyczał że mam go postawić na ziemię. Powiedziałam kolejne słowo i z hukiem spadł na ziemię. Leżał a ja podeszłam do niego i wbiłam swoją siekierkę prosto w jego serce. Wolfgain zawył z bólu oddał mi klucze od klatki. Wziełam drugą siekierkę i jednym ruchem rozdzieliłam jego głowę na pół, zrobiłam drugi ruch aby odciąć mu głowę. Po chwili Wolfgain leżał na ziemi cały zakrwawiony. Głowa jego potoczyła się pod pobliski nagrobek. Uwolniłam Atara. Wziełam go na ręce i siłą myśli znalazłam się w moim pokoju. Położyłam go na łóżko i szybko się przebrałam w piżamę. Udałam że zaschło mi w gardle i poszłam do kuchni żeby wziąść szklankę z wodą oraz butelkę którą napełniłam wodą. Pobiegłam do pokoju. Wziełam chusteczki które znajdowały się na moim biurku. Rozebrałam Atara i zaczełam go pielęgnować.
Zamoczyłam chusteczkę we wodzie i delikatnie myłam jego skaleczenia. Drugą chusteczkę zamoczyłam i zwilżałam mu usta. Ocknął się. Kiedy zobaczył że jestem cała i zdrowa i że zajmuję się nim spytał:
-Olguś... co się stało??
-Nic..Śpij i wypoczywaj.. Jak się lepiej poczujesz to Ci opowiem.
-Ja nie powinienem tu być- próbował wstać ale zatrzymałam go.
-Zostań..Jesteś słaby i wycieńczony..Zajmę się Tobą..-mówiąc to uśmiechnełam się słodko do niego.
-Ale...-chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam,
-Niema ale... zostań i śpij... straciłeś dużo energi... jak poczujesz się lepiej to Cię wypuszczę-powiedziałam stanowczym głosem i Atar już nie uciekał.
Leżał i pozwolił mi się sobą zająć. Kiedy patrzył na mnie ze współczuciem, pocałowałam go namiętnie w usta zabraniając mu w tym momencie coś mówić. "Biedactwo-pomyślałam-tyle przeszedł... niech teraz śpi bo potrzebny mu wypoczynek" Kiedy tak myślałam Atar w pewnym momencie zasnął. Przykryłam go robiąc ostatni opatrunek, przebrałam się znowu w moje nocne ciuchy i poleciałam szukać krwi. "Może to Atara postawi na nogi-pomyślałam"

15minut później

-Kochanie obudź się... jak to wypijesz poczujesz się lepiej-powiedziałam.
Atar otworzył oczy i uwidział mnie jak daję się mu czegoś napić.
-Co...-chciał się coś spytać ale znowu mu przerwałam kładąc palec na ustach.
-Nie mów nic... jesteś słaby... to jest krew jak wypijesz poczujesz się lepiej-powiedziałam.
Atar wypił całą szklankę. Rozjaśniła się mu twarz widać było poprawę jego stanu zdrowia. Odłożyłam szklankę na ziemię obok łóżka i położyłam się obok niego. Pocałowałam go w policzek, czoło i usta. Atar był zachwycony. Chciał się ze mną kochać ale nie miał siły. Widząc że chce coś powiedzieć położyłam znowu palec na jego ustach i szepnełam:
-Cicho. Śpij słodki. Wiem co chcesz powiedzieć. Tylko że teraz musisz wypocząć.Oboje o tym wiemy.-powiedziałam i całam mu bardzo delikatnego ale namiętnego całusa.
Atar zasnął. Przytuliłam się do niego tak żeby nie dotykać jego ran. Zasnęłam przy nim. Budziłam się jednak co godzinę i sprawdzałam jego stan. Widać było wielką poprawę. Więc zasypiałam znowu. Rano kiedy tylko zaświtało napisałam do rodziców kartkę że będę do 4 godzin bo wyszłam do koleżanki. Rodzice wstali o 9:30 więc niewiedzieli o której wyszłam.Tak naprawdę to dalej opiekowałam się Atarem. Z domu wyszłam do sklepu tylko po duże opakowanie chusteczek i wróciłam do domu. Atar dalej spał. Zdjęłam kołdrę i zmieniłam opatrunki. Nawilżyłam usta. Mój pacjent otwórzył oczy. Kiedy mnie uwidział wziął moją rękę i pocałował ją na znak podziękowania. Nie dał się prosić już żeby nic nie mówił. Ja kiedy skończyłam robić mu opatrunki położyłam się znów obok niego i opowiedziałam mu całą historię:
-Kiedy spałam wyszedłeś... niewiem czy chciałeś się napić krwi czy co ale wyszedłeś i zaatakował Cię Wolfgain...
Kiedy to mówiłam Atar zrobił bardzo niesmaczną minę.Ciągnełam dalej:
Kiedy Cię szukałam dostałam list... był od Wolfgaina.Powiedział że jeśli nie przyjdę na Stary Cmentarz to Cię już więcej nie ujrzę... poszłam i zobaczyłam Cię w klatce... zaczełam rozmawiać w Wolfgainem i w końcu doszło do walki.
Atar z przerażeniem w oczach zaczął mnie oglądać.
-Nie nic mi nie jest. Słuchaj dalej-powiedziałam biorąc swoją rękę z jego rąk.
Mówiłam dalej co się stało:
Kiedy szedł po swój miecz ja w tym czasie znalazłam dwie siekierki. Chciał mnie uderzyć kiedy podszedł ale nie trafił bo odskoczyłam. Za to ja wypowiedziałam jakieś słowo i zaczął wirować w powietrzu. Powiedziałam drugie słowo i wirował szybciej. Zaczął krzyczeć że mam go postawić na ziemi. A ja trzecim słowem rzuciłam nim z całej siły na ziemię. Leżał więc wbiłam mu siekierkę w serce. Dał mi klucze lecz zamiast iść odrazu do Ciebie wziąłam drugą siekierkę i pierwsze podzieliłam jego głowę na dwie części a potem odciełam ją drugim zamachem.Wolfgain nie żyje. Podeszłam do klatki i wyciągnełam Cię z niej. Wziełam Cię tu.... resztę wiesz...-uśmiechnełam się kończąc.Atar nie mógł uwierzyć że jego podopieczna pokonała jego własnego wroga. Ale ocknął się po chwili i palcem pokazal że mam się zbliżyć.Dał mi wielkiego całusa. Przytuliłam się do niego i poprosiłam żeby zasnął. Od razu to zrobił.

skomentuj | (0)



Rozdział 5: "Samotność i odnalezienie Atara-część 1"

2006-07-30 | 19:20:18
Wróciłam do domu. Położyłam się na łóżko ale nie spałam. Zastanawiałam się gdzie może podziewać się Atar. Rozmyślałam o czym mogliśmy rozmawiać przy drinku w "KK".. niestety nic sobie nie przypomniałam. Byłam wcięta. Pamiętam tylko gdzie byliśmy ale z rozmowy niestety nic. Gdy tak leżałam a zbliżała się 17:00 usłyszałam dzwonek do drzwi.Zastanawiałam się kto to może być bo rodzice mieli wrócić o 19:00. Podniosłam się i zeszłam na dół otworzyć drzwi coś tkneło mnie że rodzice mogą jednak wcześniej wrócić. Otwieram, patrzę a tu nikogo nie widzę. Przed drzwiami na werandzie zauważyłam list przygnieciony kamieniem żeby wiatr go nie porwał. Podniosłam list, obejrzałam się dokładnie i weszłam do domu. Szłam po schodach do mojego pokoju i znowu położyłam się na łóżku. Trzymałam w rękach kopertę i oglądałam ją... nic nie było na niej napisane...Coś tkneło mnie żeby ją otworzyć... Wyciągam list i czytam:

"Witaj Olgo!

Zapewne jak czytasz ten list leżysz na łóżku I wspominasz wczorajszą noc z Atarem więc jeśli chcesz jeszcze zobaczyć swojego Atara, przyjdź dzisiaj o 19:30 na Stary Cmentarz.Chyba wiesz gdzie się znajduje..??
Czekam na Ciebie.

Wolfgain"

Przestraszyłam się że Atarowi może się coś stać... kiedy się trochę uspokoiłam zaczełam się zastanawiać: Kim jest ten cały Wolfgain i co on ode mnie chce?? Skąd wie że Atar spędził u mnie noc?? Jakim cudem wiedział że kiedy bedę to czytać będę leżeć na łóżku...??
Po tylu pytaniach na które nie miałam odpowiedzi pomyślałam że: "Raz kozie śmierć" ale po chwili wybuchałam śmiechem i powiedziałam do siebie "Przecież Ty już od trzech dni jesteś wampirem". Nie było mi do śmiechu tym bardziej że musiałam znaleść Atara a Wolfgain albo chciał mi w tym przeszkodzić albo chce ze mną walczyć. Postanowiłam że pójdę jeszcze raz do "KK", szybko się ubrałam i skierowałam się w tamtą stronę. Była już 18:00 więc miałam dosłownie niecałe kilka minut żeby zamienić słowo z barmanem. Podeszłam do niego i powiedziałam:
-Witaj.Niebyło tutaj Atara...??- spytałam.
-Dzisiaj go nie było.
-A tak między nami... wypytuje się ktoś o mnie albo o niego??-spytałam szeptem.
Barman udał że zrobiłam zamówienie na "Krwistą Jane" i kiedy robił mi drinka szepnął:
-Był tu Wolfgain i pytał się o Atara wczoraj.Kiedy mu powiedziałem że poszedł z Tobą na conocne spotkanie klanu to szybko wyszedł.
-Kim on jest??
-Jest to wilkołak wysokiej siły. Ty że posiadasz moc tak dużą w jakim stopniu Atar to bedzie miał problem Cię pokonać.Musisz ....- w tej chwili przerwał bo przysiadł się do baru z zamówieniem jakiś gość. Wypiłam szybko swojego drinka, pożegnałam się z barmanem i poleciałam do domu. Zastanawiałam się co barman chciał mi przekazać. Nie wiedziałam jak mam z Wolfgainem walczy, nie wiedziałam w jaki sposób mam użyć swojej mocy, co jest we mnie takiego że mogę Wolfgaina pokonać i dlaczego Atar się przed nim nie bronił?
Domyślam się jednego że Atar spał kiedy został porwany...dlaczego tylko ja nic nie poczułam...
Kiedy tak rozmyślałam było mi coraz smutniej. Już prawie dotarłam do domu. Weszłam przez okno była 18:55 rodzice będą dopiero za 5 min więc mogę przebrać się już w piżamę. Szybko zdjełam i schowałam mój długi płaszcz. W kolejności leciały ubrania. Kiedy już miałam na sobie piżamę usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam otworzyć. Otworzyłam i z uśmiechem na twarzy powitałam rodziców:
-Jak się bawiliście??
-Było wspaniale. Szkoda że niechcesz z nami jeździć na takie imprezy. Może byś kogoś poznała- powiedziała mama.
-Wiesz mamo...-trochę się zaczerwieniłam i mówiłam dalej-ja już kogoś poznałam i chciałabym żebyście go poznali ale dopiero wtedy kiedy będę pewna że z nim będę.
-Oooo..- zaskoczyła się mama-cieszę się że masz już kogoś a teraz zamknij te drzwi i zmykaj do łóżka bo widzę że jakaś zmęczona jesteś. Ta szkoła to Cię niesamowicie wykańcza. Nie bój się nie będziemy Cię budzić.-powiedziała mama.
-Dziękuję-dałam całusa rodzicom i pobiegłam do pokoju. Byłam trochę zmieszana bo nie sądziłam że moja mama mi to kiedyś powie... w sumie to rodzice prawie wogóle nie wchodzili do mojego pokoju chyba że ktoś do mnie przyszedł. Ale nigdy kiedy spałam nie chodzili, kulturalnie wypraszali nie spodziewanego gościa.
Była godzina 19:15 a ja nie byłam gotowa. Szybko zrzuciłam piżamę i ubrałam się w obcisły ale wygodny kodtium przylegający do ciała. Na to wszystko założyłam płaszcz i wyszłam przez okno. Była 19:18 kiedy stanełam na dachu przyległego budynku. Siłą myśli dotarłam w końcu na miejsce. Popatrzyłam na zegarek była 19:28 miałam 2 minuty na to aby coś wymyślić. Jednak nie udało mi się to. Byłam zbyt zestresowana spotkaniem z Wolfgainem. Rozglądałam się w około siebie. Było pełno starych grobów. Na całym cmentarzu unosiła się niewielka mgła.Dodawała tylko uroku cmentarzowi. Kiedy wybiła 19:30 zobaczyłam że mgła się coraz bardziej powięksa aż w końcu zjawił się jakby z nikąd wilkołak wyższy o 2 cm ode mnie. Był cały owłosiony. Jednym słowem "wielka kulka sierści". Wolgain nie był chudy dlatego łatwo mi było tak określić. Patrzyłam się jak się zbliża.. w odległości 2m stanął odemnie za nim była jakaś klatka a w niej ktoś leżał. Podeszłam bliżej do klatki i poznałam że to Atar, cały posiniaczony, krew którą wypił żeby stać się bardziej ciepłym w dotyku spływała mu po twarzy. To była krew ludzka. Domyśliłam się że kiedy Atara poszedł się najeść zaatakował go w tym momencie Wolfgain.
Teraz patrzyłam na mojego Atara z wielkim smutkiem. Szepnełam:
-Co mam robić kochanie?
-Uciekaj. Nie lituj się nademną. Uciekaj.-odpowiedział prawie nie słyszalnym głosem.
Odwróciłam się do Wolfgaina i spytałam:
-Czego chcesz??
-Chcę śmierci Twojej.-odpowiedział szyderczo Wolgain.
-A skąd masz pewność że Ci ją dam??- spytalam coraz bardziej mając litość i pożałowanie w sercu dla tej "wielkiej kuli sierści" ale mieszało mi się to z nienawiścią.
-Dobrze wiesz że mnie nie pokonasz... jesteś jeszcze zasłaba... i w tym wypadku chce Cię zabić.-odpowiedział śmieąc się przy tym, po chwili dodał:-Nie unikniesz śmierci a jak Cię zabiję wampiry stracą nadzieje i wyginą a nasz najlepszy ród wilkołaków zostanie i będzie panował nad światem.
-Chcesz się przekonać??-powiedziałam wyzywając go na pojedynek.
-Sama pragniesz śmierci więc ją dostaniesz....-odpowiedział Wolfgain.
Kiedy odszedł kawałek zeby chwycić swój miecz ja rozglądałam się za swoim... znalazłam w każdym razie dwie siekierki, jedną oparłam o nagrobek tak zeby Wolfgain nie widział. Drugą siekierkę wziełam i pomaszerowałam na plac boju. Zaczeło się.....

skomentuj | (0)



Rozdział 4: "Gdzie się podziałeś?"

2006-07-30 | 19:19:13
Obudziłam się w nocy.
Wytrzeźwiałam już trochę. Czułam jak ktoś się do mnie tuli. To był Atar. Tak słodko spał. Tej nocy uświadomiłam sobie że wampiry mają uczucia i byłam zaskoczona trochę z tego powodu.
Obróciłam się w jego stronę i pocałowałam tak bardzo delikatnie go w usta. Przebudził się. Spytałam:
-Jak się czujesz??
-Dobrze bo jestem z Tobą.A ty??
-Tak samo. Jak długo jesteś wampirem??-spytałam.
-Nieliczę czasu. A teraz tym bardziej nie będę bo mam obok Ciebie. Z Tobą czas szybko mija.-powiedział z uśmiechem.
Czekał na moją reakcję.Patrzyłam mu w oczy i pocałowałam go jeszcze namiętniej w usta.
Kiedy odsunełam się trochę żeby zobaczyć jego bladą, spokojną twarz i popatrzeć mu jeszcze raz w oczy Atar zaczął mnie głaskać, tulić, całować... znowu byłam oszołomiona... oddałam się mu całkiem... Najpierw zsynął ze mnie kołdrę, klęknął przedemną i dotykiem pieścił moje ciało... nie przeciw stawiałam się mu... pieścił pierwsze moje włosy i głowę, twarz, usta, uszy.... badał całą moją twarz... zsunął ręce badając mi szyję...głaskał moje ramiona, a kiedy zbliżył ręce do piersi położył się i zaczął je pieścić językiem, obejmował je ustami, ssał... kiedy robił przerwy w ich pieszczeniu... podnosił głowę i patrzył na mnie... samymi rękami masował mi je....Zjechał niżej... pieścił mój brzuszek... całował pępek... kiedy to robił jego ręce zjechały w krainę rozkoszy... dotykał jej.... bawił się nią... przybliżył swoje usta do mych ust a palce włożył mi do środka... oszołomił mnie tysiącami pocałunków... w końcu położył się na mnie... wszedł we mnie i powoli ale energicznie zaczął się ze mną kochać.... całował mnie a ja leżałam taka spokojna i uległa na wszystkie jego pocałunki... wejścia i wyjścia ze mnie...
Zajeło nam to 30min.... było super... pierwszy raz spotkałam taką osobę ktora potrafiłaby mnie tak uszczęśliwić... unieruchomić... tak oszołomić tym jak do mnie podchodzi...
Pokochałam go....
Kiedy skończył zasnął jeszcze raz ale tym razem na mnie... przykryłam nas kołdrą i wtuliłam się w niego... zasnełam...

******Ranek******
Był już ranek.
Obudziłam się ale już nie czułam przy sobie obecności Atara... było mi tak smutno... Od tej nocy całkowicie zmieniłam do niego podejście... Pokochałam go....Rodzice przysłali mi smsa że wrócą ok 19.00. Miałam więc trochę czasu żeby go znaleść... Ubrałam się w mój płaszcz i założyłam kaptur... na sobie miałam jeszcze czarną bieliznę, czarną bluzkę z dość dużym dekoldem no i spodnie bardzo obcisłe. Postanowiłam siłą myśli prznieść się do "KK". Kiedy się tam znalazłam nie znalazłam Atara... podeszłam do baru i zapytałam:
-Widziałeś może Atara?? Chciałabym się z nim uwidzieć....
-Niebyło go tu od czasu kiedy z Tobą był. Przykro mi.-odpowiedział barman.
-A o której on mniej więcej tu przychodzi...??-spytałam zmieszana i wystraszona że go w dzień nie znajdę.
-Przychodzi tu o 17:30 i siedzi do 19:00- powiedzial barman-Jak chcesz to zostawie mu wiadomość że go szukasz.
-Jak bym Cię mogła prosić to zostaw. Powiedz że jego świeża podopieczna go szuka.
-Dobrze zostawie.A teraz możesz wracać... jak się pojawi to dam jakoś znać albo dam mu tę wiadomość.-odpowiedzial barman.
Pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Wspominałam cudowną noc z Atarem. Zastanawiałam się co się z nim stało. Dlaczego mnie nie obudził jak wychodził. Ja tak bardzo chciałam uwidzieć go obok siebie...

skomentuj | (0)



Rozdział 3: "Plany remontowe i nie tylko"

2006-07-30 | 19:18:12
Był sobotni ranek.
Myślałam że po ciężkiej nocy się trochę prześpię... nic niedały mi zasłony w pokoju... ciągle to głupie słońce prześwitywało i uderzało o moje oczy... Wstałam i poszłam coś zjeść żeby rodzice nie skapowali się że już nie jestem ich córką... Nalałam sobie herbaty i zrobiłam kromki ze szynką... zaniosłam to do pokoju i pobiegłam do rodziców. Akurat tata gdzieś poszedł ale mamę zastałam w pokoju. Spytałam:
-Mamo wiesz myślałam o tym żeby przemalować pokój. Co o tym myślisz...??
-A na jaki kolor, córeczko??
-Ja bym chciała na jakiś ciemny bo te pastele mnie ostatnio drażnią zresztą ściany się ciągle brudzą i pomyślałam że gdyby pomalować na jakiś ciemniejszy kolor to nawet nie było by tego widać...
-Hmmm..-zastanawiała się mama.-Wiesz do twojego stulu najbardziej by czarny pasował. W końcu chodzisz na czarno, meble masz w takim ciemnym brązie, no a podłoge też by się trochę zmieniło na ciemniejszą.. pomyślę nad tym...
-Dziękuję Ci mamo-powiedziałam dałam jej całusa i poszłam jeść.
Nie sądziłam że się mama zgodzi na mój pomysł ale widać dzisiaj jakoś udało mi się ją przekonać... ciekawe kiedy będę mieć remont mojego pokoju.
Zjadłam coś i zawiesiłam jeszcze jedną zasłonę na oknie tym razem bardziej ciemniejszą... poszłam powiedzieć mamie że mnie jakoś głowa boli i idę się przespać... a o 18:00 się obudzę bo chcę się pouczyć... mama pokiwała głową że się zgadza i poszła robić porządki w domu...
Poszłam się przespać... i kiedy obudziłam się o 18:00 wziąłam się odrazu do książek... Rodzice mieli iść na jakąś imprezę z firmy od taty i mieli wrócić w niedzielę po południu... kiedy poszli o 19.00 czekałam już w oknie gotowa na Atara. Kiedy przyszedł widać było wielkie zdziwienie na jego twarzy. Po chwili zapytał:
-A Ty już gotowa??Długo czekasz...??
-Wstałam dzisiaj o 18:00 pouczyłam się godzinkę no i przygotowałam się do lekcji... Siedziałam potem na oknie i czekałam aż przyjdziesz...-powiedziałam to uśmiechając się do niego.
-Cieszę się że dzisiaj się już dobrze czujesz i że jesteś gotowa do lekcji...-odpowiedział Atar.
-Wiesz... znasz jakieś fajne miejsca gdzie wampiry się schodzą...?? a możemy dzisiaj nie iść na zebranie klanu...?? jakoś nie czuję się na siłach tam iść...-spytałam trochę zmieszana.
-Znam parę miejsc gdzie nasz ród często bywa, mógłbym Ci je pokazać zanim wrócimy spowrotem, a co do zebrania to niestety musimy iść... postaram się z generalnym Wampirem pogadać żeby dali Ci dzisiaj święty spokój więc możemy tam być na chwilę...-powiedział Atar.
-Dziękuję Ci.
Zdjełam mu kaptur i dałam mu całusa też w czoło tak jak on zrobił to mnie wczoraj.Atar był szczerze zaskoczony:
-A to za co??
-Za to samo za co Ty dałeś mi wczoraj-zaśmiałam się.
Widziałam że jest roztargniony i zmieszany więc spytałam się go jaki mamy plan dnia.
-Dzisiaj idziemy na żywo polować na ludzi a wilkołaki zostawimy sobie na później. A co potem będzie to się okaże...-uśmiechnął się Atar.
-Ale ja nie mam jeszcze tyle doświadczenia żeby już na ludzi polować-jeknęłam z zakołopotania.
-Wczoraj udowodniłaś że masz-uśmiechnął się i dodał: -Gdybyś nie miała to dzisiaj bym Cię nie wysyłał na polowanie.
-Jeśli tak mówisz to tak musi być....-uśmiechnełam się i polecieliśmy zamieniać ludzi w wampiry.

****Polowanie****

Widziałam kobietę szła z drugą za rękę postanowiłam za nimi iść. Kiedy się pożegnały i poszły w swoje strony poszłam za jedną. Była to niższa odemnie brunetka. Oczy miała niebieskie.
Szła w sukience gdyż noc była nad zwyczaj ciepła. Odkryta szyja wciąż wabiła moje kły... przeistoczałam się właśnie w wampira... Kiedy byłam blisko niej, siłą mysli kazałam się jej odwrócić. Widziała kobietę w sukni dość długiej ale też dość obcisłej. Na głowe miała kapelusz z którego zwisał materiał. Widziała mnie. Siłą myśli kazałam jej podejść. Kiedy podeszła do mnie spytałam się jej gdzie mieszka bo ja dopiero przyjechałam do miasta i niewiem gdzie mogłabym przenocować. Nieznajoma odpowiedziała że z chęcią mnie weźmie do siebie. Podziękowałam jej i poszłam za nią. Przez całą drogę milczałyśmy. Atar szedł za nami. Obserwował każdy mój krok.
Kiedy dochodziliśmy do jej domu powiedziała:
-Tutaj mieszkam. Pokaże Ci gdzie co jest i dam Ci koszule żebyś mogła się przespać.
-Dziękuję.
Weszłyśmy do mieszkania. Nieznajoma zaprowadziła mnie do łazienki. Powiedziała że mogę się już myć ona przyniesie mi za chwile ręcznik. Kiedy wyszła rozebrałam się i udawałam że się myję. Kiedy weszła z ręcznikiem była tak zachwycona moim ciałem że się zmieszała i wyszła. Widząc to szybko się wytarłam i wyszłam w szlafroku. Ona leżała w łóżku. Zawołała mnie. Poszłam do niej. Powiedziała że mogę spać tutaj. Siadłam na łóżku zdjęłam szlafrok i położyłam się... w pewnym momencie zaczełam ją dotykać i całować po szyji... kiedy zbliżało się że zacznie szczytować ugryzłam ją w szyję... zasneła... nie obudziłam jej... ubrałam się i wyszłam...
Okazało się że Atar wszystko widział i był wprost zaskoczony moim szybkim postępem.
Spotkałam go przed domem.Spytał się:
-Gdzie się tego nauczyłaś??
-Nigdzie...Sama sobie opracowałam ten plan.- zaśmiałam się.
-Wiesz przerastasz wszystkich wampirów w Twoich sposobach polowań... zaskakujesz mnie...na dzisiaj to koniec polowania... idziemy teraz w jedno miejsce które z pewnością Ci się spodoba...-powiedział Atar. Chwycił mnie za rękę i siłą myśli znaleźliśmy się przed jednym pubem"KK"(rozwinięcie tego skrótu to : Karczma Krwiopijców ).
Weszliśmy do środka.Zobaczyłam pomieszczenie o ciemno-czerwonych ścianach.Zaraz na końcu był niewielki barek przy którym stał dość wysoki wampir. W całym pomieszczeniu było pełno stolików i krzeseł... były też puchowe kanapy w okryciu które wyglądały jak by po nich sączyła się krew....
Atar powiedział że mam zająć właśnie miejsce na tych puchowych kanapach a on zajdzie coś zamówić... Siadłam w miejscu gdzie nikt nie mógł nam przeszkodzić... rozglądałam się po sali i widziałam że dużo wampirów siedzi przy stolikach.
Atar wrócił do mnie. Powiedział:
-Zamówiłem dwie "Krwiste Jany".
-A co to jest??-spytałam zaciekawiona gdyż pierwszy raz słyszłam tą nazwę.
-To jest drink zrobiony na bazie krwi ludzkiej.Ma dużo składników które uzupełnią braki w twoim organiźmie ale dadzą Ci też orzeźwienie.
Uśmiechełam się i powiedziałam:
-Dziękuję... Z pewnością mnie orzeźwi.
-W tym tłoku jest to na sam początek bardzo dobre... jak wypijesz sama poczujesz ulgę i nie będziesz odczuwała tej duszności...
-O suuper.
Widząc że idzie kelner przerwaliśmy rozmowę.
Kiedy odszedł Atar powiedział:
-Wypijmy za nieśmiertelne życie, za twoje zdrowie, dużą ilość siły i...-przerwał zmieszany.
-I??-spytałam zaciekawiona jaki bedzie ciąg dalszy.
-I za wszystko co zrobisz dla nas-uśmiechął się.
Stukneliśmy się kieliszkami i piliśmy nasze "Krwiste Jany".
Zastanawiałam się co naprawdę Atar miał na myśli ale nie dociekałam tego.
Szczerze mówiąc to za bardzo nie pamiętam co się potem ze mną działo... wiem że siedzieliśmy tam jeszcze parę godzin a potem polecieliśmy do siedziby... bylismy tam tylko na chwile i Atar odprowadził mnie do domu. Widząc że się chwieje wziął mnie na ręcę i wniósł mnie do pokoju. Połozył na łóżku i zaczął całować. Ojjj... długo czasu mineło zanim skończył swoje pragnienia... Ja leżałam jakby oszołomiona od jego pocałunków.
Kiedy skończyliśmy położyliśmy się obok siebie i zasneliśmy przytuleni...

skomentuj | (0)




Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·